Mój własny kawałek podłogi w sieci.

O mnie

thumb_dscf0231_1024-copy

„Bo w życiu chodzi o to,aby być trochę niemożliwym” – kartka na dzień chłopaka od koleżanek z klasy w gimnazjum.

W szkole mnie uczyli, że zdania nie można zaczynać od „a więc”, ale jestem już dorosły, mam dowód osobisty, wszystko mi wolno, więc cofnijmy się do wieku buntu i zróbmy na przekór zasadom. A WIĘC za górami, za lasami… Pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, u schyłku socjalizmu zwanego komunizmem. Pięknej i gorącej radomskiej lipcowej nocy, moja mama pomogła małemu Bartkowi wydostać się na ten piękny świat. Długo nie zagrzałem miejsca w rodzinnym Radomiu, gdyż po kilku miesiącach przeprowadziliśmy się wraz z rodzicami nad bałtyckie morze, do Gdyni. Jak łatwo się domyśleć krok ten odbił się na moim cały (no może prawie całym) życiu.

Przelećmy przez nie teraz z prędkością bliską światłu. Bach! – przedszkole. Bach! – ekipa na osiedlu. Bach! – super dzieciństwo. Bach! – podstawówka obok domu. Bach! – przyjaźnie na całe życie. Bach! – gimnazjum. Bach! – nieudana próba dostania się do plastycznej szkoły. Bach! – wybór innej gimbazy. Bach! -szczenięce lata, cudowne wspomnienia, świetna klasa. Bach! – liceum. Bach! – matura (rozszerzona historia, język polski i wiedza o społeczeństwie). Bach! – studia. Przy nich zatrzymajmy się na chwilę. Nie wiedziałem i nadal nie wiem co chcę w życiu robić, a po liceum wypadało pójść na studia. Padło na najpopularniejszy swego czasu kierunek, a mianowicie stosunki międzynarodowe. Po obronie licencjatu nadal nic nie drgnęło w kwestii odkrywania mojego celu w życiu. To zostałem tam dalej i obroniłem magisterkę. Po 5 latach jednak doszedłem do wniosku, że zmarnowałem kilka lat swojego życia i postanowiłem się nie doktoryzować. Trzeba było znaleźć sobie jakąś pracę, żeby płacić rodzicom za dach nad głową i mieć na zaspokajanie swoich podstawowych oraz trochę ambitniejszych potrzeb. Tułałem się po agencjach ochrony, byłem cieciem, traciłem chęć do życia…

W porę odezwał się stary przyjaciel mieszkający w Londynie. Zaproponował przyjazd do niego, pomoc w starcie, etc. Oczywiście przyleciałem. Było to w maju 2013 roku. Aktualnie pracuję jako kucharz i staram się ugryźć jak najwięcej kawałków z życiowego tortu. Gotowanie to nadal nie jest „TO”, ale cóż…ciągle szukam siebie…walczę 😉 Stać mnie przynajmniej na “enjoyowanie” i robienie tego co lubię. Kupowania ton książek Stephena Kinga, słuchanie krystalicznie brzmiącej muzyki (raczej toleruję wszystko, oprócz disco polo na trzeźwo) z porządnego sprzętu audio, chodzenie na koncerty (Eminem, AC/DC, etc.), zwiedzanie świata, obcowania ze sztuką (vide setki galerii i muzeów) i multum innych rzeczy, których wymienianie zbyt długo by mi zajęło.

Co jeszcze wypadałoby wspomnieć? Może kilka ciekawych miejsc jakich odwiedziłem. Nie będzie to długa lista, bo zwyczajnie pamięć zawodzi i nie warto wspominać o wszystkim, aczkolwiek wymienię te najważniejsze podróże, z których jestem najbardziej dumny:

  • Wyjazd do wspólnoty chrześcijańskiej w Taize (Francja),
  • Międzynarodowe Mistrzostwa Autostopowe – Sopot-Amsterdam,
  • Międzynarodowe Mistrzostwa Autostopowe – Sopot-Dubrownik (3/4 kontynentu europejskiego autostopem),
  • Austria,
  • Autonomia Palestyńska,
  • Belgia,
  • Bośnia,
  • Chiny,
  • Chorwacja,
  • Czechy,
  • Egipt,
  • Finlandia,
  • Francja,
  • Hiszpania,
  • Holandia,
  • Islandia,
  • Izrael,
  • Jordania,
  • Kambodża,
  • Niemcy,
  • Peru – Iquitos, Nauta, dżungla amazońska,
  • Portugalia,
  • Słowacja,
  • Słowenia,
  • Szkocja,
  • Tajlandia,
  • Ukraina – Kijów, Czarnobyl, Prypeć,
  • Walia,
  • Węgry,
  • Wietnam,
  • Zjednoczone Emiraty Arabskie;

Jeśli kogoś interesują detale, zapraszam na mój profil na Couchsurfingu:

Do tego znajdziecie mnie na:


Serdecznie pozdrawiam,
Bartosz Kwiek