DSC_0164

Phuket – rozrywka, pamiątki, etc. This is the end…

Siema,

Po całym mieście najłatwiej poruszać się skuterami, które jak już pisałem sto tysięcy razy w Azji są śmieszne tanie. Jak macie zbyt gruby portfel i chcecie, żeby było przyjemniej i wygodniej nosić jego wychudzoną wersję w kieszeni, olejcie wypożyczenie tego sprzętu – kupcie sobie jakąś używkę 🙂 Taniocha. Przed wyjazdem, albo porzucicie, albo odsprzedacie. Zaraz po nich najpopularniejszym środkiem transportu są troszku stunningowane Tuk-Tuki. Pojazd wygląda jak na załączonym obrazku. Taki mały Żuk, ala kabrio. W przyczepie głośniki i wieczna impreza 😀  Mega tani transport, o który strasznie łatwo. Z każdej strony będą was atakować kierowcy, którzy będą gdakać jak kury czy jakieś inne indyki – tuk,tuk,tuk,tuk,tuk,tuk x1000 Uwaga tylko na naciągaczy. Zawsze cenę za przejazd ustalajcie przed wejściem do auta na Boga…targujcie się!DSC_0242

Taka limuzyna podwiezie was na jakąś potupajkę, albo np. podwiezie na plażę. Z niej możecie w nocy wystartować na mega słynne tajlandzkie imprezy organizowane na plaży wyspy Ko Pha Ngan. Melanż nazywa się „Full Moon Party” i jest organizowany w noc poprzedzającą, lub zaraz po pełni księżyca. Ludzie malują się fluorescencyjną farbą, bawią się ogniem, słuchają elektronicznej muzy, tańce, hulanki, swawole, jednym słowem. Polecam.

DSC_0175

Jeśli już przy plaży jesteśmy. Idąc na nią, na turystów czeka kilka pułapek. Pełno salonów masażu i zawyżone ceny dosłownie każdego produktu na pobliskich stoiskach. Przykładowo zwykły ręcznik do leżenia proponowano mi za taką kasę jakby jego uszyto co najmniej ze złotych nici. Oczywiście uśmiech + targowanie się zdziałały cuda i nabyłem go za wartość kilku magnesów na lodówkę. Polecam pamiątkę, całkiem fajne i pożyteczne przywieźć sobie ręcznik powiedzmy z tajlandzką flagą czy innym motywem. No dobra, ale co do pułapek mają salony masażu?! No dobra deko nad wyrost to ubrałem w słowa. Po prostu mijając je, a są co kilka metrów siłą rzeczy czasem natkniecie się na kathoeye/kobiety oferujące…jakby to ująć w cywilizowane słowa…niech będzie łacina – fellatio. Skąd wiadomo o co im chodzi? Jak ich mijacie po prostu dosyć głośno siorbią. Na prawdę na wspomnienie jednego z mijanych transwestytów, dosyć obscenicznie zachęcającym do spotkania z nim w cztery oczy do dzisiaj zbiera mnie na wymioty.

Wróćmy do czegoś przyjemnego 😉 Na plaży macie całą gamę ciekawych atrakcji do ogarnięcia. Przykładowo jest to lot spadochronem nad morzem (sam nie wiedziałem czy to morze czy ocean. Sprawdziłem tam w internecie i się okazało, że jestem nad morzem andamańskim ;P) – koszt bez targowania to ok. 1500 bahtów. Lot trwa krótko – raptem kilka minut, ale moim zdaniem świetne przeżycie, warte swojej ceny. U mnie dodatkowo wzrósł poziom adrenaliny na myśl o tym, że kontakt z wodą mógłby się dla mnie źle skończyć. Otylia Jędrzejczak to ze mnie nie jest ;PDSC_0159Można też wynająć skuter wodny. Kosztuje to stosunkowo mało, aczkolwiek byle mała rysa przez was spowodowana ciągnie za sobą kolosalnie wysokie grzywne. Przed wypożyczeniem lepiej zróbcie jemu dokładne zdjęcia, żeby potem nikt wam nie wciskał jakiejś ciemnoty o uszkodzeniach jakie spowodowaliście. Podobna zasada tyczy się skuterów na ulicy. Strzeżonego pan Bóg strzeże 😉 Oczywiście wspomnieć należy też o nurkowaniu. Niestety nic na ten temat nie napiszę, bo jestem łamagą i nie umiem pływać, więc nie było mi dane skorzystać z tej opcji spędzenia wolnego czasu ;P Jak chcecie posiedzieć w cieniu przy barze i nie wylegiwać się na piasku pod prażącym słońcem, polecam bardziej przewiewne ciuchy (ORLY?). Ciekawą pamiątką z Tajlandii będą np. lniane spodnie czy też koszula, który to materiał w tym miejscu jest najlepszej jakości. Anyway. Sto tysięcy razy usłyszycie te zaczepki na ulicy: massage? tuk-tuk? linen? Jak to mówi moja matka – „wspomnisz moje słowa”.

Kontynuując dalej temat atrakcji to kompletnie odradzam wam przejażdżki na słoniach i odwiedzenia tygrysów w środowisku bez klatek. Nie chcę się jakoś mądrzyć, czy zamieniać się w obrońcę zwierząt, ale jazda na słoniu przez tysięcznego turystę, czy też głaskania tygrysa i robienie mu milionowego zdjęcia obejmując go nie przysparza komfortu tym zwierzętom. Jak nie chcecie dokładać do tego procederu swojej ręki (Another brick in the wall) to spasujcie. Chcesz zmieniać świat? Zacznij od siebie…

Tym przyjemnym akcentem kończę opis swojej miesięcznej podróży po Azji. Ciężko wszystko to co widziałem i to co przeżyem podsumować w kilu słowach i nie chcę się bawić w jakiegoś mentora…Aczkolwiek w końcu to mój kawałek sieci, olewam zasady ciepłym moczem i niech będę tym mentorem ;D Olejcie wszystko, rzućcie pracę, nie podpisujcie umów, odkładajcie pieniądze i zwiedzajcie świat póki jesteście młodzi. Potem gdy na horyzoncie pojawi się żona/mąż, dziecko, multum kredytów do spłaty nie będzie na to czasu i będziecie bili się w pierś, że nie wykorzystaliście swojego czasu…

PS W przygotowaniu kolejne wpisy, między innymi muszę opisać swoją kolejną podróż po Azji: Wietnam, Kambodża i ponownie Tajlandia 🙂

Serdecznie pozdrawiam i dziękuję, że jesteście. Napędzacie moje życie #wodanamlyn

Bartosz Kwiek

10.08.16 r., Londyn

Cytując Ricka Blaine’a z Casablanci –„piękna historia, wiele takich w życiu słyszałem. Towarzyszyły im dźwięki pianina…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *