DSC_0951

Szanghaj – Bye, bye China!

Siema,

Tak to już prawie koniec opowieści. Zaraz, zaraz, jeszcze trochę was pomęczę tą podróżą. Na koniec zostały dwa przystanki. Szanghaj i Tajlandia. Teraz skupię się jednak na tym pierwszym, a dla wytrwałych już w kolejnym wpisie zapraszam w podróż do turystycznego raju – wyspy Phuket.

Poobijałem się ostatnio po wioskach i małych mieścinach, więc po złapaniu świeżego powietrza dla odskoczni przydało się po inhalować czystym smogiem 😉 Zakładaliśmy, żeby na miejsce dostać się super szybką koleją – Jinghu (prędkość to około 400 km/h), ale górę nad tym pomysłem wzięły dwa „ale”. Jedno, że nasz budżet się znacząco skurczył i trzeba było zacisnąć pasa oraz wygoda. Mianowicie pociąg zatrzymywał się…no właśnie czort wie gdzie. Pamiętam w każdym razie, że było to daleko od miejsca gdzie mięliśmy zamieszkać. Anyway. Trafiliśmy tam inaczej, ale trafiliśmy 😀 Tym razem wraz z Konradem wylądowaliśmy w największym z chińskich miast oraz jednym z największych portów na świecie – Szanghaju. Miasto to jest jedną z kilku nazwijmy to „chińskich enklaw” i ze względu na swoją przeszłość, która siłą rzeczy też kształtuję przyszłość czuć w nim powiew zachodu. Uwierzcie mi, że strasznie się cieszyłem na widok wszędzie widocznych napisów w alfabecie łacińskim i ludzi, którzy rozumieli język angielski (o czym też należy wspomnieć i byli…jakby to powiedzieć poprawnie politycznie? Śniadzi chyba.).

Zamieszkaliśmy w hostelu, mieszczącym się na jednej z 18 dzielnic – Pudongu. Jest to centrum chińskiego biznesu i chyba najbardziej reprezentatywna część Szanghaju. Znajdowaliśmy się minutę (serialnie) drogi od sławnej promenady – Bund, zbudowanej nad rzeką Huangpu. Dominują tam budynki zupełnie nie pasujące swoim stylem do chińskiego budownictwa. Co poniektóre wybudowane w XIX w. mieszczą m. in. różne ambasady, hotele i krajowe banki.

Po drugiej stronie rzeki znajduję się równie przepiękny, jak nie piękniejszy obraz. Zapewne większość z was dobrze zna ten widok z pocztówek czy innych zdjęć. Znajdują się tam dwa obiekty z listy „naj”. 5-ta najwyższa wieża telewizyjna na świecie (Oriental Pearl Tower), również piąte w kolejności wysokości Shanghai World Financial Center i plasujące się gdzieś na tej liście Jin Mao Tower. Te trzy budowle okraszone lasem drapaczy chmur tworzą symbol Szanghaju rozpoznawalny na całym świecie. Wprost idealne miejsce na zdjęcie. Najlepiej nocą, aczkolwiek uważajcie, bo o 22 miejscowego czasu gaśnie oświetlenie i wieżowce tracą swoją magię.

DSC_0988

Ja niestety się spóźniłem z nocnym pozowaniem, dlatego zdjęcie poniżej wygląda jak wygląda 😉 Co by tu nie mówić, bez względu na pogodę i okoliczności foty nie można było odpuścić 😀

DSC_1024

Jakby komuś się nudziło zawsze może sobie zrobić zdjęcie z bykiem na Bundzie, którego to dotyk jąder podobno przynosi szczęście 😀

DSC_0970

Obok kolejny komuch do kolekcji. Czyli pomnik Mao Tse-tunga. Polecam wam poczytać o jego historii, ponieważ posiada ciekawy życiorys i cholernie dużo zmienił w dziejach Chin. Sami wystawcie o nim opinię. Nie była to jednoznaczna sylwetka.

DSC_0927

W mieście za dużo nie zwiedzaliśmy. Oczywiście jest trochę rzeczy wartych uwagi, jak chociażby: Świątynia Nefrytowego Buddy, stos muzeów, ogrodów botanicznych i miejsc z Buddą w centrum. Do tego cała masa architektonicznych pozostałości po kolonialnych czasach. Naprawdę ogrom budynków, które są sygnowane mianem ciekawostki „must see” moim zdaniem jest niewart zachodu, bo to samo jest w Europie.

Czując się zmęczony wtórnością tych rzeczy poszedłem zwiedzić tylko ogrody Yuyuan. Jest to powiedzmy park botaniczny, podzielony na kilka części. Wybudowany podczas panowania dynastii Ming w XVI w. poddany kilku renowacjom przetrwał do dzisiaj już jako element dziedzictwa narodowego Chin. Ogród jest perłą w chińskiej koronie, więc warto było tam zajrzeć. Wstęp to tylko 40 Yuanów, na wydanie których i tak ciężko było namówić Konrada, który nie chciał więcej słyszeć o Buddzie, ogrodach i świątyniach 😀

DSC_0941 DSC_0948 DSC_0961

Ogrody mieszczą się na znanej uliczce, jakżeby inaczej nazywającej się Yuyuan street. Też dosyć znana miejscówka, gdzie możecie kupić pełno ciekawych pamiątek, zjeść egzotyczne jedzenie smażone na patyku, lub też kupić i napić się prawdziwej chińskiej herbaty.

DSC_0940

Jak już jestem przy zakupach polecam odwiedzić chyba najbardziej znany szanghajski deptak – Nanjing Lu. Strasznie tłoczne miejsce gdzie przekonacie się na własnej skórze jak wyglądają przeludnione ulice w Chinach. Do tego kupicie tam wszystko i uświadczycie najmodniejsze marki z całego świata. Podsumowując – główna zakupowa ulica.

DSC_0936

13872399_10201732171542674_1005686582_n
Gdzie ja k**** mam do cholery iść?!

Spacerując nocą, bocznymi uliczkami wpadły mi w oko zakłady fryzjerskie. Czemu? Już spieszę z wyjaśnieniami. Zacznijmy od tego, że niektóre z nich (te wyposażone w taki kręcący się kolorowy wałek) były ciągle otwarte po 22 i paliło się w nich czerwone światło. Eee? What da fuck? Fryzjerów nie było, a w środku białogłowy czekające na klientów. Myk polega na tym, że w Chinach prostytucja jest nielegalna i za korzystanie z takich usług jest ciężka kara. Udało się to obejść w ten sposób, że te panie, o których wspomniałem oficjalnie oferują mycie głowy. Z tymże w ramach tego wchodzą jeszcze inne usługi, wzbogacone o większą interakcję z ciałem klienta 😉 Potrzeba matką wynalazków. Władza przymyka na to oko, bo zapewne też czerpie z tego profity. Jest popyt, jest podaż.

DSC_0994 DSC_0995

Coś się kończy, a coś się zaczyna. Spadam z Chin, kolejny odcinek – Tajlandia.

Pzdr,

Bartek

27.07.16 r. ,Londyn

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *