Etap nr 1: Londyn-Muskat-Katmandu-Lukla

Teoretycznie powinien się tu znaleźć wstęp, ale praktycznie cały niniejszy wpis winien być traktowany jako wstęp przed właściwym tripem. Mimo wszystko pokusiłem się o kilka zdań wprowadzenia… Gwoli przypomnienia, w kilku słowach. W tym miejscu sprezentuję wam relację z trzy tygodniowego pobytu w Nepalu i trekkingu w Himalajach. Czasem będzie przydługo, czasami przykrótko, ale mam nadzieję, że niniejszy tekst nie będzie zionąć nudą.  Posiadam tak dużo ciekawych informacji do na temat tego wyjazdu, że streszczenie tego co mam do przekazania uznałbym za zbrodnię (a i tak na pewno niektóre kwestię pominę, bo chyba musiałbym książkę napisać). Aby ułatwić selekcję najprzydatniejszych wg mnie informacji (przynajmniej w tym wpisie) wyróżniłem je pogrubioną czcionką. Miło mi będzie jak ktoś będzie miał siłę przebrnąć przez to wszystko 🙂

W podróż wyruszyłem wraz ze starym kumplem ze studenckich czasów – Mateuszem. O wstępnym planie oraz zarysie całego wyjazdu wspomniałem w jednej z wcześniejszych publikacji (https://kwieqnahamaq.pl/jak-zorganizowac-trekking-w-himalajach-cz-i/). Niestety kilka czynników wpłynęło na duże ograniczenie wcześniej ustanowionego harmonogramu i co za tym idzie rezygnację z większości założonych punktów, ale o tym wspomnę w odpowiednim czasie. Teraz rozsiądźcie się wygodnie, przynieście kawę i zapraszam do lektury. Mam nadzieję, że spodoba wam się ta relacja oraz, że w pewnych kwestiach będzie pomocna. Wpisy postaram się ubarwić ciekawymi zdjęciami z pobytu w tym miejscu. Swoją drogą wrócić do pisania po dłuższej przerwie to bardzo miłe uczucie 🙂

Dzień 1 – 12.03.19

Londyn – lotnisko Heathrow

Cytując mędrca, a konkretniej to pisarkę Jennifer Weiner: „Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku”. Jak przystało na XXI wiek krokiem tym był lot samolotem. Miejscem, które żegnało nas z europejską ziemią był największy angielski port lotniczy – londyńskie Heathrow. Biorąc pod uwagę to, że wyjazd do Nepalu porządnie naruszył mój budżet zależało mi na każdym groszu i co za tym idzie wybrałem najtańszą drogę transportu na powyższe lotnisko, czyli metro. Z drugiego końca Londynu, przejazd dwoma liniami (Piccadilly i Jubilee) podczas trwania godzin szczytu wyniósł mnie jedynie (cena za płatność kartą zbliżeniową – najtańsza opcja) 5.10 GBP. Podróż trwała 1.30 h.

(fot. Mateusz Terlikowski/edycja Bartosz Kwiek) Pewnego razu w Londynie...

Na miejscu  byliśmy kilka godzin za wcześnie co w sumie dało nam dużo czasu na błąkanie się bez celu po Heathrow 😉 Zaczęliśmy od odprawy bagażu. Podczas oficjalnego ważenia (#FameMMA) wszystko przebiegło bez najmniejszych zarzutów. Idealnie wpasowałem się w wymagania wagowe (miałem duży plecak i dodatkowo mały na m. in. elektronikę i „kruche” przedmioty). Obsługa pozwoliła mi na zważenie z ciekawości mojego bagażu podręcznego, który jak się okazało ważył tylko kilka śmiesznych kilo. Nie wiem po co marnować pieniądze na płatne wagi na terenie lotniska kiedy wszystko można załatwić szerokim uśmiechem i miłym głosem 😀 W tzw. międzyczasie wrzuciliśmy coś na ruszt w jednej z tamtejszych restauracji (Tu lifehack – wybierajcie miejsca przy ścianie. Najczęściej znajdują się tam gniazdka elektryczne). Zwykły hamburger kosztował niestety miliony monet, z czego definitywnie nie byłaby zadowolona Katarzyna Figura 😉 Czas wylotu w końcu co raz bardziej się zbliżał, a wiadomość o opóźnieniu lotu (Planowana 20.05) wcale nie krzepiła serc. Na szczęście było to tylko 20 minut.

Przed 21 weszliśmy do „ugulem spanialego” Boeinga 787 Dreamlinera obsługiwanego przez linie Oman Air. W środku odezwał się we mnie typowy Janusz i poczułem się „jakby luksusowo” 😀 DVD w zagłówkach i słuchawki , skarpetki, szczoteczka i pasta do zębów, zasłonki na oczy, poduszka i kocyk (tak wiem to standardowe wyposażenie w długich lotach). AMERYKA!  Słuchawki i kocyk trzeba było oddać przy lądowaniu 🙁 Dodatkowym bonusem było Wi-Fi. Niestety płatne za minimum $10 za 30 minut.

Wspomnieć należy również o serwowanych posiłkach. Wyprzedzając pytania. Tak, na życzenie obsługa donosi darmowy alkohol i napoje.

Lot trwał 6 godzin. Pierwszy i jedyny przystanek w drodze do Katmandu  mieliśmy w stolicy Omanu – Muskacie.

Dzień 2 – 13.03.19

Muskat – Muscat International Airport

Wylądowaliśmy jakoś nad ranem (nie ogarniam tych zmian czasowych) i o to po raz pierwszy w życiu byłem w Omanie 😀 Nie był to zbyt długi flirt z tym państwem, gdyż z tytułu spóźnionego samolotu w Londynie nie mieliśmy zbyt dużo czasu na przesiadkę. Zdążyłem tylko posłuchać kawałka „Omen” zespołu Prodigy, zrobić pseudo śmieszne zdjęcie i tyle po mnie było.

Prodigy – „Omen”. Polecam. Jak wszystko od tego zespołu – sztos.

Z rozbiegu otworzyłem nie te drzwi co trzeba i uruchomiłem w nich alarm. Na szczęście obyło się bez przykrych konsekwencji. Udało nam się trafić do podstawionego samolotu. Tym razem była to o niebo niższej klasy maszyna. Plus taki, że były zapewnione darmowe posiłki. Niestety minus taki, że trafiłem na przeterminowany jogurt, a spałaszowanie reszty skończyło się źle dla mojego układu pokarmowego. Nie będę wnikał w szczegóły. Grunt, że zabrałem odpowiednie tabletki i na miejscu wszystko wróciło do normy. Dolecieliśmy o 14.30 lokalnego czasu.

Katmandu - Tribhuvan International Airport

(fot. Mateusz Terlikowski/edycja Bartosz Kwiek) Ja zapomniałem o tym wspomnieć, a sam Mateusz na to nie wpadł, żeby uchwycić napis „Welcome to Nepal”. Niestety wyszło jak wyszło. Mimo wszystko – zdjęcie jest z lotniska 😉

Pierwsze wrażenie, które odniosłem po wkroczeniu do hali przylotów – tłumy ludzi i totalny chaos. Pełno kolejek w różnych kierunkach, nie wiadomo po co i dokąd. Jednak jak wiadomo z Czech – pozory mylą 😉 Z początku nie wiedziałem o co w tym wszystkim chodzi, ale gdy kilkukrotnie stanąłem w błędnej kolejce dowiedziałem się w końcu co piszczy w trawie. Otóż w jednym miejscu znajduję się kantor, punkt zakupu wizy,  a inne drogi prowadzą do stanowisk kontroli paszportowej. Dzielą się one na kilka wariantów: obywateli Nepalu, posiadaczy wizy, osoby, które dopiero co kupiły ową pieczątkę i czort wie kogo jeszcze.  Jedno jest pewne. Obowiązkowym dokumentem w każdej opcji jest posiadanie wypełnionej karty przylotu do Nepalu, którą znajdziecie po lewej, przy oknach na parapetach. Wyprzedzając pytania. W pytaniu o adres, pod którym się zatrzymacie wpisujecie byle co…

Karta przylotu do Nepalu.

Jeśli chcecie zaoszczędzić czas na staniu w kolejce (a trwa to naprawdę długo) to załatwcie sobie wizę wcześniej, a nie na lotnisku… Kolejna rada to pamiętajcie, żeby wymienić pieniądze przed przejściem przez punkty sprawdzania paszportów. Cofnięcie się po udanej kontroli ze względu na pasażerów w kolejce i zajętych urzędników może być dość problematyczne. Po drugiej stronie „barykady” nie zauważyłem żadnego punkt wymiany gotówki. W nie mających końca kolejkach znów poczułem się jak gówniarz, którego matka zabrała do „lumpeksu”. Totalnie znudzony, szukający swego miejsca w czasie i przestrzeni. Nienawidziłem tych niekończących się wypraw do „szmateksów”.

Szczęśliwie po dłuższym czasie osiągnąłem cel i przebrnąłem przez te wszystkie zawiłe ścieżki. Szkoda jedynie, że Mateusz nie wyrobił sobie nepalskiej wizy przed przyjazdem. Mogę go po części zrozumieć, bo najbliższa Polsce ambasada Nepalu znajduję się w Berlinie. Napisałem „po części”, bo wniosek można również złożyć online… Wszystkie formalności oraz odstanie swego zajęło mu kolejną godzinę. Gdy w końcu się go doczekałem, kierując się w lewo i schodząc na niższe piętro odebraliśmy bagaż główny i udaliśmy się do wyjścia. W tzw. międzyczasie dzięki aplikacji Booking zlokalizowałem nam nocleg blisko lotniska. Nazajutrz rano mieliśmy zaplanowany wylot z tego samego miejsca do wioski w Himalajach – Lukli, więc nie chcieliśmy zbytnio się oddalać.  Przed budynkiem poszukaliśmy taryfy i tak jak się spodziewałem – nie było to trudne zadanie. Zaatakowały nas tabuny taksówkarzy, proponujących identyczne ceny za przejazd. Oczywiście wypada się z nimi targować, lecz po chwili namysłu doszliśmy do wniosku, że szkoda marnować na to czasu (którego i tak za wiele nie mamy). Skorzystaliśmy z taksówek „Pre-paid”. Są to samochody jeżdżące po stałych kursach, które gwarantują bezpieczeństwo i  ich parking znajduję się centralnie przed lotniskiem. Kwota była tak niska, w dodatku do podziału na dwie osoby, że nie było co sensu wybrzydzać. Najlepszy sposób podróżowania to jazda w kilka osób. Koszta transportu rozkładają się na wszystkich. Za przejazd około 2 km zapłaciliśmy 500 NPR (Rs), czyli w zaokrągleniu 5 USD. Nocleg w hotelu wyniósł nas już $11, ale patrząc na to, że spaliśmy w stolicy to cena wydaję się w zupełności normalna. Pamiętajcie, że w niektórych tego typu miejscach w stolicy płacąc na miejscu dodatkowo doliczane jest 10% tzw. „tourism tax”.

Mieliśmy niecały dzień do dyspozycji, tak więc nie będę ukrywał, że pomyśleliśmy po prostu o zaspokojeniu najważniejszych potrzeb, a zwiedzanie Katmandu odłożyliśmy na powrót. W skrócie nasz grafik na bieżący dzień wyglądał następująco: rozpakować się, wziąć prysznic (jak się okazało lodowaty, co stało się normą), zjeść jakiś ciepły lokalny posiłek (padło na pierożki Momo), spróbować tamtejszego piwa (Gorkha – bardzo dobre, polecam!) i pójść spać. Mało ambitnie, no ale cóż… Z każdym kolejnym dniem będzie ciekawiej 🙂

Ot tak w ramach ciekawostki. Chciałem pokazać wam jak wyglądają nepalskie zapałki, które znalazłem w swoim pokoju 😀 Moją uwagę przykuł ich rozmiar. Są połowę mniejsze niż zwykle.

PS Jeszcze kilka słów o pierożkach. Jak się okazało jest to jedna z najpopularniejszych nepalskich potraw. Chyba nie muszę wspominać, że nadzienie jest wegetariańskie lub mięsne 😉 Pierożki ułożone są wokół małego naczynka z pikantnym sosem (w razie zbyt ostrego sosu, polecam załagodzić smak równie popularną herbatą z mlekiem zwaną Masala). Można wybrać pomiędzy opcją gotowaną na parze i podsmażaną. Dla ciekawskich i znających język angielski, przepis – http://visitnepal.com/restaurants/how_to_make_momo.php

(fot. Mateusz Terlikowski/edycja Bartosz Kwiek) Pierożki Momo

Dzień 3 - 14.03.19

Z rana taryfą podjechaliśmy na lotnisko. O rezerwację wczesnego kursu warto poprosić obsługę hotelu. Cenę z kierowcą ustaliliśmy przed odjazdem i standardowo były to jakieś grosze.

Jakimś cudem od razu trafiliśmy na skromne, malutkie stanowisko przewoźnika (Tara – Yeti Airlines), gdzie  po wcześniejszym zważeniu odprawiliśmy swoje bagaże. Naczytałem się dużo o restrykcyjnych przepisach dotyczących wagi przewożonych. Nie pamiętałem wagi swoich tobołków, wszystko oceniałem na oko i obawiałem się, że procedura trochę się przedłuży i skomplikuje ze względu na mój nadbagaż. Jak już wspomniałem w swoim wpisie odnośnie przygotowań do tego wyjazdu: „jest to 10 kg bagażu rejestrowanego oraz podręczny o wadze 5 kg. Każde kilo nadwagi to koszt $1.”. Standardowo, okazało się, że nie potrzebnie się stresowałem, bo obsługa przymykała oko na dodatkowe kilogramy. Zapewne z tego tytułu, że samolot nie był aż tak obciążony.

Następnie skierowaliśmy swe kroki do dość obszernej poczekalni. W środku darmowa woda i stacje ładowania telefonów. Czegoż więcej do szczęścia potrzeba! Dla burżui jest kilka punktów gdzie można kupić kawę/herbatę lub słodycze. Jeśli zamierzacie tachać ze sobą pamiątki podczas trekkingu w Himalajach w poczekalni znajdziecie również kilka sklepów z pamiątkami, a nawet książkami z Nepalu.

Co chwila zerkaliśmy na tablicę odlotów sprawdzając czy nasz górnolotnie mówiąc „gate” jest już otwarty i samolot przyleci na czas. Ponownie przez informacje jakie zawczasu wyczytałem w Internecie siedziałem jak na szpilkach. Chodzi mi dokładnie o ostrzeżenia o przekładanych ze względu na złe warunki pogodowe lotach. Dookoła miasteczka, do którego się udajemy znajdują się Himalaje , także nie ma w sumie czemu się dziwić, że pogoda płata figle na trasie do tego miejsca. Szczęśliwie wszystko przebiegło po naszej myśli i zdołaliśmy odlecieć co do minuty na czas.

Za transport posłużył nam mały samolocik lub jak to woli awionetka. Loty do Lukli obsługiwane są jedynie przez tego typu maszyny albo śmigłowce. W każdym razie wewnątrz są tylko miejsca przy oknach (dwa rzędy – po prawej i lewej), więc nie trzeba się martwić o zaprzepaszczenie  szansy na podziwianie pięknych (a są naprawdę cudowne!) widoków.

Widok z samolotu na Himalaje.

Sufit na pokładzie jest tak nisko zawieszony, że jedyna obecna stewardesa musiała stać z ciągle schyloną głową. Na odwagę każdy został poczęstowany cukierkiem” made in Nepal”, a na tych którym nie starczyło kurażu w pełnej turbulencji podróży czekały torebki na wymioty. Taki lot wśród najwyższych gór na planecie Ziemia to strasznie ekscytujące przeżycie. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że kropką nad i jest lądowanie na najniebezpieczniejszym lotnisku świata (jego historię przybliżam w innym poście – https://kwieqnahamaq.pl/jak-zorganizowac-trekking-w-himalajach-cz-i/ ) – imienia Tenzinga-Hillary’ego (pierwszych zdobywców Mount Everest).

Lukla (2840 m n. p. m.).

Po wylądowaniu na jedynym pasie i opuszczeniu samolotu, przywitały nas twarze dziesiątków Nepalczyków obecnych wokół lotniska.  Mnożyły się pytania miejscowych o wynajem tragarza, lub przewodnika. Nie ma się co dziwić. Białe bankomaty właśnie przyleciały, więc głupio by było nie wykorzystać okazji do zarobku. Zresztą obserwowanie życia lotniska to chyba jedna z niewielu rozrywek autochtonów.

(fot. Mateusz Terlikowski/edycja Bartosz Kwiek) Lukla. Tenzing-Hillary Airport. Płyta lotniska. W centralnej części zdjęcia szczyt – Nupla (5855 m n. p. m.).
(fot. Mateusz Terlikowski/edycja Bartosz Kwiek) Lukla. Tenzing-Hillary Airport. Pas startowy.

Naładowani pozytywnymi emocjami wstąpiliśmy do pobliskiego losowo wybranego hostelu, aby coś wrzucić na ruszt i przepakować się do jednego plecaka. Od tego momentu został nieodłącznym elementem naszej garderoby na ponad dwa tygodnie. Cały mandżur ważył z 20 kg, więc chodząc z nim po górach zafundowałem sobie niezły trening siły i wytrzymałości… W końcu jak to mówią „każdy swój krzyż nosi”…

Jeżeli chodzi o posiłek to adekwatnie do pory dnia zdecydowałem się na typowe nepalskie śniadanie. Prawdziwie męska decyzja! Z czasem się okazało, że potrawy jakie zamówiłem stały się stałym elementem menu nadchodzących dni. Były to Tibetan bread, albo Chapati (uogólniając są to rodzaje okrągłego, białego chleba) do wyboru z dżemorem, lub miodem. Chapati – dmuchany, natomiast Tibetan brean – płaski i chrupki. Do tego zamówiłem płatki musli.

Chapati.

Do popicia soczek czy inna herbata. Lekko, pożywnie, zdrowo i tanio. Prócz jedzenia zaopatrzyliśmy się w kilka litrów gorącej wody (oczywiście płatna, jak wszędzie na wysokości), której używaliśmy do zaparzania Yerba Mate, która ma te same właściwości co kawa i przede wszystkim jest bardziej zdrowa dla organizmu. O posiłkach i Lukli szczegółowo wspomnę w późniejszych wpisach, bo nie chcę przedłużać tego i tak już nad wyraz długiego elaboratu. Nie wszystko na raz…

Bym zapomniał wspomnieć o małych zakupach przed opuszczeniem tej mieściny. Kilka butelek wody pitnej (miałem również bidon z filtrem, z którego ze względu na oszczędność pieniędzy coraz częściej korzystałem), batonów (żeby mieć jakiś zastrzyk energii) i rolek papieru toaletowego (warto go mieć, bo jest ciężko go kupić na górskich szlakach i przełajach, a niestety zwykle nie jest on na stanie w guest housach/lodgeach). Jak już wspomniałem im wyżej, tym drożej. No może wyjątkiem od tej zasady są jedynie koszta noclegów, które są tańsze od większości posiłków. Nie miałem tylko trekkingowych kijków, ale postanowiłem je nabyć w innym miejscu. Jak się później okazało od samego początku drogi strasznie ułatwiałyby mój marsz…

Przedsionek trasy w Lukli.

a ścieżce wyjściowej z miasta w przydrożnej budce zakupiliśmy jeszcze bilet wstępu pozwalający na przebywanie na terenie regionu Khumbu (2000 NPR) i w końcu opuściliśmy ten „ciepły kurwidołek”. Tak oto oficjalnie rozpoczęliśmy nasz trekk przez Himalaje. Obraliśmy azymut na największe miasto w tej części Nepalu i ostatni duży przyczółek turystów, czyli Namche Bazaar. Ciąg dalszy w kolejnym wpisie…

Serdecznie pozdrawiam,

Bartosz Kwiek, 15.05.19 r., Londyn.

Jak zorganizować trekking w Himalajach?

Słowem wstępu

Namaste! (nepalskie pozdrowienie)

Jak to się mówi do trzech razy sztuka. Wyjazd do Stanów Zjednoczonych Ameryki spalił na panewce, Kolej Transsyberyjska i autostop przez Azję podobnie, więc mam nadzieję, że tym razem kolejny wypad poza granice kontynentu europejskiego dojdzie do skutku. Wspominałem już dużo wcześniej na swoim fanpage’u na Facebooku i kanale na Instagramie, że moim celem będzie Nepal. Nie chciałem płodzić wielostronicowych elaboratów na ten temat na moim blogu, żeby się nie okazało, że spożytkowałem swój czas na marne i tylko zapeszyłem zasypując gruszki w popiele… Na szczęście do czasu… Wyjazd za pasem także śmiało mogę ruszać z publikacjami o planowanym trekku. Póki co udostępnię swój wpis na temat przygotowań do wyjazdu, a po powrocie z Nepalu  będę płodził artykuły dotyczące mojego pobytu w Himalajach. Jeśli chcecie być ze mną na bieżąco polecam odwiedzać mój Instagramowy profil (@kwieqnahamaq) gdzie będę dzieli się zdjęciami z pobytu.

Pomysł na wyjazd

Żeby było weselej na pomysł wyjazdu do Nepalu wpadłem w 2015 roku. Kompletnie o tym zapomniałem i dopiero ostatnio odnalazłem swój wpis na jakimś forum dyskusyjnym z kilkoma pytaniami odnośnie wizyty w tym państwie. Kilka miesięcy temu kolega zaproponował mi wyjazd do Nowej Zelandii, albo Nepalu. „NZ” jest piękna, ale to trochę kosztowna sprawa, więc skupiłem się nad drugą opcją. W sumie bez dłuższego zastanowienia stwierdziłem, że szkoda marnować upływający czas (znalezienie pewnej osoby, która pisałaby się na wspólny wyjazd w Himalaje może być czasochłonnym i ryzykownym procesem) i zgodziłem się na to.

Jak zorganizować trekking w Himalajach?

PS Proszę wyrozumiałość w ocenie niniejszego tekstu, bo jestem zwykłym laikiem i też ten wpis jest kierowany do podobnych osób jak ja 😉

  1. 1 Wiedza

Zacznijmy od tego, że moja wiedza znikąd się nie wzięła. Przeczytałem dziesiątki artykułów, for dyskusyjnych, rozmawiałem z ludźmi, którzy przebywali w Himalajach i polecam przede wszystkim lekturę kilku książek w celu poszerzenia swego światopoglądu. Głodni wiedzy? Smacznego:

  • Janusz Kurczab – Himalaje Nepalu. Przewodnik trekkingowy, Wydawnictwo Sklep Podróżnika, Warszawa 2013
  • Janusz Kurczab – Wokół Everestu i Makalu. Trasy i szczyty trekkingowe, Wydawnictwo Sklep Podróżnika, Warszawa 2011
  • Forum dyskusyjne „e-gory.pl”,
  • Forum dyskusyjne „globtroter.pl”,
  • Fanpage na Facebooku „Himalaje Nepalu – trekking i więcej”,
  • Fanpage na Facebooku „Himalaje trekking”;
  1. 2 Zarys podróży                                                                                            

Spędzimy na miejscu trzy tygodnie (12 marca – 1 kwietnia). Plan jest taki, aby rozwinąć sytuację w sposób taki by spędzić jak najwięcej czasu w górach. Po kilku przeprowadzonych burzach mózgów padło na to, że poruszając się szlakiem Trzech Przełęczy (Renjo La, Cho La,  Kongma La) zdobędziemy przynajmniej dwa pięciotysięczniki (wszystko wskazuje na Gokyo Ri  i Chukhung Ri). O ile pozwoli na to pogoda, zdrowie i czas odwiedzimy również EBC. EBC odpuszczamy z tego tytułu, że wyprawa tam oferuje jedynie widok na namioty szykujących się do zdobywania Czomolungmy, lub też jak Mount Everest (8850 m.) nazywają Nepalczycy – Sagarmathy. Na początku lotem z Londynu udamy się do stolicy Nepalu – półtora milionowej Mekki trekkerów – Katmandu.  Pierwszą i zarazem jedyną przesiadkę zaliczymy w stolicy Omanu – Muskacie. Bilet lotniczy tam i z powrotem (Oman Air) kupiony z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem wyniósł mnie £406 (plus bagaż rejestrowany). W Katmandu spędzimy jeden dzień, by potem pół godzinnym lotem udać się do wioski okalanej szczytami Himalajów – Lukli.

  1. 3 Lukla

Można dostać się tam za pomocą kilku linii: Yeti Airlines, Gima Air, Sita Air, Tara Air, Gorkha Airlines, lub Simrik Air, które obsługują awionetki zabierające na pokład po ok. 20 osób. Anyway, ja wybrałem Yeti. To z tego miejsca zaczyna się przygoda większości osób pragnących zdobyć najwyższą górę na Planecie Ziemia – Mount Everest i resztę himalajskich szczytów.  Bilety w jedną stronę z Katmandu do Lukli to koszt $180. W drugą stronę kwota jest identyczna. Im wcześniejszy lot do i z Lukli wykupicie, tym lepiej. Ze względu na nie sprzyjające warunki pogodowe (porywcze wiatry, mgła, chmury, etc.), przeloty są często odwoływane, czego skutkiem jest automatyczne „przekładanie” pasażerów na kolejny lot. Rozstaw godzin jest dosyć wąski, bo waha się bodajże od 7 do 12. Często zdarza się, że wszystkie loty są odwołane, zatem dobrą praktyką będzie pozostawienia sobie w zapasie kilku dni. W razie braku czasu i utknięcia na lotnisku, jedną z alternatywnych dróg transportu jest lot śmigłowcem za ok. $370 od osoby. Przy układaniu planu trepku weźcie poprawkę na to, że w wypadku powrotu do Katmandu należy zgłosić się dzień wcześniej do placówki wybranego wcześniej przewoźnika w Lukli w celu potwierdzenia lotu. Podróż odbywa się pośród zapierających dech w piersiach widoków górskich szczytów. Niesamowite wrażenia gwarantowane 🙂

Należy pamiętać o tym, że na pokład samolotu można zabrać jedynie 15 kilogramów bagażu. Jest to 10 kg. bagażu rejestrowanego oraz podręczny o wadze 5 kg. Każde kilo nadwagi to koszt $1.

Gwoli ciekawostki, której standardowo nie omieszkam wam sprzedać – jedyne lotnisko w tej wiosce, znajduje się na wysokości ok. 2860 m. n. p. m.  i jest ochrzczone niechlubnym mianem najniebezpieczniejszego na świecie. Dlaczego? Lotnisko im. Tenzinga-Hillary’ego (29.05.1953 r. – Tenzing Norgay i Edmund Hillary byli pierwszymi zdobywcami Mount Everest) posiada tylko jeden pas startowy. Jakby tego było mało liczy sobie tylko ponad 450 metrów i jest szeroki na około 20 m. Kończy się stromą, kilkusetmetrową przepaścią… Lądowanie i start z tego lotniska to na pewno ciekawe przeżycie z dreszczykiem.

  1. 4 Choroba wysokościowa (ang. Acute Mountain Sickness –AMS)

Ze względu na wyżej wymienioną przypadłość, aby nie przeciążać organizmu zaleca się planować tak każdy dzień trekku, aby maksymalnie pokonywać 500 m. wzwyż i przeznaczyć kilka dni na aklimatyzację. Symptomami choroby wysokościowej są np. : przyspieszone bicia serca, zawroty głowy, nudności, podejmowanie błędnych decyzji, zawroty głowy, zaburzenia błędnika i duszności. Temat ten  jest strasznie rozległy i w związku z tym polecam zapoznać się o tej przypadłości na własną rękę z bardziej obszernych źródeł.

Naprawdę nie warto robić z siebie buhaja, bo skutki przeciążenia organizmu nieprzyzwyczajonego do wysiłku na dużych wysokościach mogą wydać się katastrofalne i długoterminowe. Wystarcza, że z powodu złego stanu zdrowia zaistnieje możliwość odwołania waszego trekkingu, na który zbieraliście fundusze i przygotowywaliście się miesiącami…

  1. 5 Kondycja

Oczywiście jedne szlaki są mniej wymagające, podczas gdy kolejne wiążą się z wielomiesięcznymi przygotowaniami organizmu do planowanego wysiłku. Zalecam mierzyć siły na zamiary i nie lekceważyć swojej kondycji i stanu zdrowia.

Forma aktywności fizycznej jako wybrałem to bieganie (po około 8 km. kilka razy w tygodniu) i podnoszenie hantli (dużo to, to nie da, ale zawsze lepiej niż nic). Dodatkowo ograniczyłem spożywanie alkoholu do śladowych ilości (łatwe to nie było), oraz od 1988 roku nie palę 🙂

Mała dygresja odnośnie biegania. Polecam zainstalować w swoim smartfonie darmową aplikacje Endomondo. Program monitoruje na bieżąco nasze wyniki, dystans, pracę serca, tempo, etc. podczas biegania. Współczynniki te można porównywać z innymi użytkownikami tej aplikacji co wzbudza rywalizację i motywuje do osiągania lepszych wyników.

Oprócz biegania zrezygnowałem również ze słodyczy i cukru. Czasami robię małe wyjątki, ale cóż – niech ten kto jest bez winy pierwszy rzuci kamieniem 😉 Podobnie z alkoholem. Zrezygnowałem z samotnego picia piwa i ograniczyłem jego spożywanie do absolutnego minimum, a to już jest coś, o! Small steps 😀

W ostatnich tygodniach przed wyjazdem obowiązkowo zaliczyłem wizytę u dentysty, żeby przypadkiem nie obudzić się z ręką w nocniku.

  1. 6 Plan wydarzeń

Zamieszczam tu rozkład jakiego zamierzamy się trzymać. Może nie sztywno, nie co do minuty, ale przynajmniej co do dnia. Zresztą jesteśmy tylko ludźmi. Przystanki i odcinki mogą ulec zmianie, a zależy to od pogody i stanu zdrowia. Ewentualnie dana okolica może nam się bardziej spodobać i przeznaczymy więcej czasu na te miejsce.


1. Lukla > Namche Bazar
2. Aklimatyzacja w Namche
3. Namche Bazar > Phortse Tenga
4. Phortse Tenga > Dole
5. Dole > Machhermo
6. Machhermo > Przełęcz Renjo La > Gokyo
7. Aklimatyzacja w Gokyo, wejście na Gokyo Ri (5483 m.n.p.m.)
8. Gokyo > Dragnag > Przełęcz Cho La > Dzongla
9. Dzongla > Lobuche
10. Lobuche > Gorak Shep
11. Gorak Shep > Kala Pattar > Gorak Shep (aklimatyzacja)
12. Gorak Shep > Przełęcz Kongma La > Chukhung
13. Chukhung > wejście na Chukhung Ri > Pheriche
14. Pheriche > Pengboche
15. Pengboche > Kumjung
16. Kumjung > Lukla
17. Lukla wylot do Katmandu
18. Dzień zapasowy

PS Poniższą część miałem opublikować później, ale doszedłem do wniosku, że bardziej klarowne i wygodne dla was będzie zawarcie wszystkich informacji w jednym wpisie.

Jak zorganizować trekking w Himalajach? Cz. II

2.1 Leki

  • Nie ma konieczności szczepienia się na jakieś rzadkie choroby. Zaleca się standard, czyli żółtaczkę typu A i B, oraz tężec (Odpuszczam),
  • Aby przeciwdziałać wcześniej skutkom choroby wysokościowej możecie wspomagać się lekami: Diamox lub też lub Pamiętajcie, że w żaden sposób ich stosowanie nie przyspiesza aklimatyzacji… (Ja nie zabieram tych specyfików),
  • Krem z przeciwsłonecznym filtrem. Zalecam minimalnie 30,
  • Plastry na: rany, odciski i pęcherze,
  • Tabletki na: biegunkę, migrenę, witamina C,
  • Maść rozgrzewająca mięśnie,
  • Spray na zatkany nos,
  • Bandaż;

2.2 Polisa ubezpieczeniowa

Nie ma się co zbytnio rozwodzić na ten temat. Ubezpieczenie to konieczność jeżeli chcecie zabezpieczyć swoje zdrowie i finanse (swoje, oraz rodziny). Kwestia indywidualna jaki typ ubezpieczenia i jaką firmę wybierzecie. Z mojej strony mogę jedynie wam wskazać to co ja wybrałem. Mianowicie PZU (#Hydrozagadka) Bezpieczny Powrót. Wyniosło mnie to 299 zł. Czas trwania polisy to jeden rok, ubezpieczenie jest ważna do 6000 m. n. p. m., koszty leczenia są pokrywane do 250000 zł., OC na 500000 zł., etc. Link do niniejszego: https://bezpiecznypowrot.pl/

2.2 Pozwolenia

  • Wstęp do parku narodowego Sagarmatha,

Chętni podążania szlakiem do Everest Base Camp muszą wkroczyć na teren rezerwatu przyrody. Ściślej pisząc jest to wpisany w 1979 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO Sagarmatha National Park (to właśnie stąd nepalska nazwa Everestu). Na jego terenie oprócz najwyższego szczytu na Ziemi znajdują się również inne dwa ośmiotysięczniki: Cho Oju (8201 m.) i Lhotse ( 8516 m.). Bilet wstępu uprawniający do poruszania się po parku Sagarmatha to koszt 3000 NRP (rupii nepalskich) i można go nabyć chociażby w Katmandu w Nepal Tourism Board (punkt obok dworca i stadionu sportowego) lub w budce stojącej przy wstępie do niego. Biuro czynne jest od 10 do 17, siedem dni w tygodniu. Weźcie również poprawkę na przerwę pomiędzy godziną 13, a 14. W wypadku gdy naruszę teren parku z tego co czytałem na szlaku nie powinien istnieć problem z lokalizacją punktów ze sprzedażą pozwoleń wstępu.

  • Wstęp do regionu Khumbu – obszar trekkingu,

Odpowiedni papier nabędziecie chociażby w kiosku (Lukla) przy wejściu na szlak w stronę Namche Bazaar. Prócz wylegitymowania się paszportem należy uiścić opłatę w wysokości 2000 NRP.

  • Karta TIMS (Trekkers’ Information Management Systems) – od niedawna niepotrzebne na szlaku EBC (Stan na rok 2019),

TIMS jest to forma zapewnienia bezpieczeństwa turystom, którzy wybierają się na trekking. Do komputerowej bazy danych zostają wprowadzone najważniejsze informacje na temat szlaku jaki planujecie pokonać. Lepiej podać w miarę jak najwięcej konkretnych detali, ponieważ może to wam uratować życie… Pamiętajcie też o podaniu istotnych kwestii waszej polisy ubezpieczeniowej.

Prócz podania wcześniej wspomnianych informacji potrzebujecie również dwóch fotografii (w standardowych paszportowych rozmiarach) i kserokopii paszportu.

Uzyskanie karty TIMS wiąże się z kosztem 2000 NRP, lub 1000 NRP (około $20) jeśli wybieracie się na trekk jako część większej grupy (konieczność zapłaty Rupiami nepalskimi). Koszta można jedynie uregulować w lokalnej walucie!

2.3 Wiza do Nepalu

Brzmi to poważnie, ale uwierzcie mi, że załatwienie tej formalności jest wyjątkowo szybkie, bezproblemowe i całkowicie osiągalne dla przeciętnego portfela. Wizę można uzyskać na dwa sposoby: w ambasadzie i pocztowo, oraz na jednym z nepalskich lotnisk. Anyway, istnieją trzy warianty wizy turystycznej, a każdy z nich reprezentuje inna cena.  Są to odpowiednio: wiza 15, 30 i 90 dniowa. Mnie interesował pobyt trzydziestodniowy, który to wiąże się z kosztem 35 funtów. Dokument ten jest ważny przez pół roku licząc od przekroczenia nepalskiej granicy.

  • Primo – ambasada:

Do ambasady oprócz gotówki należy przynieść wypełniony wniosek wizowy (dostępny tu – https://uk.nepalembassy.gov.np/wp-content/uploads/2018/05/VISAAPPLICATIONFORM-2.pdf), oczywiście paszport oraz zdjęcie wklejone do wniosku Mając przygotowane wcześniej wymienione rzeczy, bez konieczności wcześniejszego umawiania spotkania kroki swe należy udać do sekcji wizowej.

Londyński adres to: KENSINGTON PALACE GARDENSLONDON W8 4QU (zaraz przy NottingHill) Placówka jest czynna od poniedziałku do piątku, w godzinach 9.15 – 15.15 (z godzinną przerwą o 13).

Na pieczątkę w paszporcie z zegarkiem w ręku czekałem 10 minut… W porównaniu z uzyskaniem wizy do USA to jak niebo i ziemia…

Jeśli chodzi o opcję korespondencyjną to jest bajecznie prosta. Nie będę lał wody i rozwodził się na ten temat. Wszystkie zasady znajdziecie tu – https://uk.nepalembassy.gov.np/visa/

  • Secundo – przy lądowaniu, na lotnisku:

Aby zaoszczędzić czas polecam wypełnić wniosek online (do pobrania tu – https://online.nepalimmigration.gov.np/tourist-visa) i następnie wydrukować potwierdzenie. Dzięki temu zaoszczędzicie dużo czasu na staniu w kolejce do pobrania tego dokumentu.  Lotniska na których można załatwić stempelek w paszporcie to: Tribhubhan International Airport (TIA), Kathmandu, Kakarbhitta, Birgunj, Belhiya, Bhairahawa, Nepalgunj, Dhangadi, Mahendranagar i Kodari. Potrzebujecie również dwóch zdjęć (można je wykonać w specjalnych punktach, oczywiście po odstaniu w kolejce), a koszt wizy trzeba pokryć w dolarach (odliczonych). Cała transakcja odbywa się w wyznaczonym punkcie na terenie portu lotniczego.

2.4 Waluta

Środkiem płatniczym Nepalu jest tzw. rupia nepalska (NRP). Jedna rupia to 100 paisa, które są odpowiednikiem polskich groszy.  W lutym bieżącego roku za 1 złotówkę, uzyskamy ponad 30 NRP. Żeby dać wam obraz cen w Nepalu przytoczę kilka przykładów. Nocleg – ok. 70 NRP, piwo – 130 NRP, woda – 30 NRP.  Pamiętajcie, że im wyżej w górach będziecie, tym ceny też będą rosły. W razie „W” polecam zabrać ich trochę z sobą, bo niektóre rzeczy można zakupić tylko w lokalnej walucie. Bankomatów poza Katmandu i  innymi większymi miastami jest tyle co kot napłakał. Dla własnego spokoju polecam powiadomić swój bank o planowanym pobycie w Nepalu w danym okresie czasu. Raczej niespodziewana blokada karty debetowej/kredytowej nie należy do najprzyjemniejszych…

2.5 Ekwipunek

Odzież (oczywiście wybór powinien być adekwatny do pory roku i środowiska, w którym przyjdzie wam odbywać trekk):

2.6 Sprzęt:

  • Plecak 60 litrów – moim zdaniem 60 l. to minimum (polecam firmę Osprey lub Deuter*),
  • Statyw (polecam firmę Sirui*), aparat lustrzany,
  • Notes, długopis,
  • Spinacze (aby przypinać suszące się rzeczy do plecaka),
  • Wodoodporne woreczki,
  • Paski trzymające okulary,
  • Odblaskowe paski do plecaka,
  • Raki, lub raczki. Wybór to kwestia indywidualna,
  • Łyżka, menażka – przydadzą się do przyrządzania i konsumpcji: płatków owsianych, „zupek chińskich”, etc.,
  • Śpiwór – oczywiście puchowy. Zalecany komfort to -10,
  • Butelka z filtrem,
  • Przejściówka do gniazdka elektrycznego, powerbank, „złodziejka” na kable USB – w Nepalu prąd jest odmierzany na kilka (naście) godzin, więc warto zadbać o zabezpieczenie w tej kwestii,
  • Nóż – polecam szwedzką firmę Mora*,
  • Szybkoschnący ręcznik z mikrofibry,
  • Latarka „czołówka” (dzięki Kamil!),
  • Kijki trekkingowi (kupie je w Lukli),
  • Nawilżane chusteczki (czasami kwestia użycia bieżącej wody może być utrudniona),
  • Przybory higieniczne,
  • Okulary przeciwsłoneczne (jakieś konkretne, które naprawdę ochronią oczy przed śniegiem),
  • Czarna taśma – zawsze przydatna,
  • Saszetka na pas – młodzi mówią na to „nerka”,
  • Mały plecak – na miejskie wypady i jako bagaż podręczny,
  • Termos;
*Jestem zbyt dużym pionkiem, żebyt ktoś mnie sponsorował. Polecam te rzeczy za darmo, z dobrego serca. Niektóre z nich służą mi już od lat.

PS Pakując się pamiętajcie o ograniczeniach wagowych w samolocie do Lukli!


Dziękuję za lekturę, poświęcony czas i mam nadzieję, że byłem w stanie wam pomóc. W razie wątpliwości – pytajcie.

„Do widzenia. Wszystkiego najlepszego. A gdyby co, to zawiadom pan rodzinę.” – Lutek Narożniak – „Wniebowzięci”

Z Panem Bogiem,

Bartosz Kwiek, 25.02.2019, Londyn

Rosja, Mongolia, Chiny – wyjazd odwołany.

Witam, niestety jestem zmuszony odwołać mój mający mieć początek dzisiaj wyjazd do Eurazji (Rosja, Chiny, Mongolia). Wczoraj na kilka godzin przed wylotem dowiedziałem się, że mój towarzysz nagle zmienił zdanie i odwidział mu się wylot do niniejszych państw. W związku z tym, stanąłem przed wyborem czy pokonać założoną trasę samotnie, czy zrezygnować z niej i zostać w domu. Ze względu na to, że w życiu pozostał mi tylko ojciec, z którym wspólnie mieszkam, zadecydowałem o odpuszczeniu tej podróży. Nie miałbym serca zostawiać go samotnie z myślami, co się dzieję z jego synem na mongolskich i chińskich zadupiach. Zapomniałem o egoizmie i podjąłem wcześniej wspomnianą decyzję.

Przepraszam, że tylu z was zaangażowałem w śledzenie tej podróży. Nie sądziłem, że kiedyś przyjdzie mi robić gębę z dupy, ale z niezależnych ode mnie przyczyn tak wyszło. Liczę na nić zrozumienia z waszej strony. Przepraszam.

Bartosz Kwiek, 09.07.18

 

Przygotowania cz. III – zawartość plecaka, bilety i reszta spraw.

Siema,

Przybliżyłem już wam kwestię zakupów biletów na Kolej Transsyberyjską. Druga i zarazem najbardziej frustrującą część papierkowej roboty – wizy, też już za nami. Miałem zamiar rozdzielić na kilka tematycznych wpisów pozostałe przygotowania, aczkolwiek ze względu na zbliżający się dzień wyjazdu muszę podkręcić tempo. Postaram się wszystko zawrzeć w tej jednej notatce. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie wprowadzę tu zbędnego chaosu i klarownie wszystko opiszę.

Bilety

1. Bilet do Moskwy. Kupiłem go strasznie wcześnie (chyba w styczniu), a mimo to ceny nie były zbyt zachęcające. Wiadomo, że bezpośrednie loty są dużo droższe, a z tytułu, że interesowała mnie konkretna data, nie miałem zbyt dużego wyboru. Opcja ta odeszła do lamusa. Najatrakcyjniejszy cenowo i czasowo lot, miał odbyć się z godzinną przesiadką w Brukseli, liniami „Brussels Airlines”. Naturalnie ze względu na plecak i nóż, wykupiłem opcję dodatkowego bagażu (tyczy się to także lotu powrotnego). Cena za ten pakiet, to około £150.

2. Dojazd z moskiewskiego lotniska do centrum miasta. Polecam skorzystać z usług tamtejszej firmy transportowej (coś ala angielski „National Express”) – „Aero Express”. Ich strona internetowa to – https://aeroexpress.ru/en/ Obsługują sieć pociągów, dowożących pasażerów bezpośrednio do kilku stacji w obrębie centrum Moskwy. Cena biletu to około 420 rubli. Rzecz jasna, sprzedaż internetowa jest jak najbardziej możliwa 😉

3. Bilet powrotny z Chin. Jak już wcześniej pisałem. Miejsce swojej „mety” wyznaczyłem stosunkowo późno i zmusiła mnie do tego chińska procedura wizowa. Z tytułu, że zamierzam odwiedzić pasmo gór tęczowych w rejonie Danxia, szukałem lotniska w pobliżu tego miejsca. Najbardziej pasowało mi lotnisko w mieście Xi’an (Tam gdzie znajduje się terakotowa armia. Notabene kiedyś tam byłem – http://kwieqnahamaq.pl/chiny-xian-i-longsheng-smoczy-grzbiet/). Z tytułu na brak bezpośrednich lotów w interesującym mnie terminie (11 lipca), najbardziej odpowiadał mi ten z przesiadką w Helsinkach. Oferowały go linie „Finnair”, a jego koszt (z bagażem głównym to 3040 yuanów.  Tutaj małe wtrącenie 😉 Na pewno spotkam się z głosami typu „uuu! Czemu tylko lecisz na miesiąc?!”, itp. Dlatego, że 13 lipca mam bilety na koncert Iron Maiden w Londynie. Już zapewne wszystko jest jasne…

1. Ekwipunek

Plecak Osprey Aethor 60 litrów (+przeciwdeszczowy pokrowiec) (przed nadaniem plecaka pamiętajcie o tym, aby zapiąć wszystkie klamry i nakryć go pokrowcem, co zapobiegnie jego podarciu i innym zniszczeniom),

Generalnie zasada jest taka, że namiot, śpiwór i obuwie pakowane są do dolnej części plecaka. Komorę wyżej wciskamy odzież, a na samą górę jedzenie, kosmetyczkę, etc.

a) „Cztery kąty” :

  • Ultralekki śpiwór – „Volven Superlight 1” – waży tylko 800 gram i jest wielkości i grubości butelki z wodą. Kupicie go np. tu – https://www.skalnik.pl/spiwory-i-maty-syntetyczne,spiwor-superlight-i,132-k-617-16270-p
  • Ultralekki namiot jednoosobowy – „Naturehike 1” (szary) – 1152 gramy (inne kolory ważą więcej), zajmuję tyle miejsce co ramię dorosłego człowieka. Kupicie go np. tu – https://www.amazon.co.uk/Naturehike-Outdoor-Double-layer-Camping-Lightweight/dp/B073SMR139/ref=sr_1_3?ie=UTF8&qid=1530976564&sr=8-3&keywords=naturehike+1
  • Składana w harmonijkę karimata – „Thermarest Z-Lite”,

b) Odzież:

  • Polar,
  • Okulary przeciwsłoneczne,
  • Kapelusz,
  • „Nerka”,
  • Mały plecaczek,
  • Przenośna kurtka przeciwdeszczowa,
  • Obuwie zasłaniające kostkę i sandały,
  • 3x t-shity, 3x spodnie (długie bojówki, krótkie jeansy, długie dresowe z odpinanymi nogawkami), 3x bokserki (nie obcierają), 3x skarpety, kąpielówki, okulary do pływania,

c) Przeżycie:

  • Kubek i menażka,
  • Filtr do wody – „Lifestraw”,
  • Szwedzki nóż z krzesiwem szwedzkiej firmy „Mora” (solidna kompania),
  • Sznurek (np. do wieszania prania),
  • Kompas,
  • Igła, nitka, łata, taśma klejąca (można nią załatać dosłownie wszystko),

d) Higiena:

  • 2x ręczniki z mikrofibry,
  • Przybory higieniczne (pamiętajcie o nawilżanych chusteczkach! Czasami jest to jedyna droga, żeby uskutecznić poranną toaletę ;)),
  • Apteczka (+spray na moskity (DET minimum 50%!),

e) Reszta:

  • Harmonijka,
  • Zwykła latarka, latarka czołówka, kilka świeczek (pomogą chociażby w utrzymaniu ognia),
  • 2x powerbank, uniwersalna przejściówka, 2x adapter usb, 3x kabel micro usb,
  • Aparat wodo i wstrząsoodporny Fujifilm XP (+zapas baterii i kart pamięci, mały statyw),
  • 3x wodoodporne woreczki,
  • Kilka listów autostopowicza (po Mongolsku i Chińsku) +kilka markerów i długopisów,
  • Odblaskowa kamizelka i odblaskowe paski przypinane do plecaka,
  • Zeszyt,
  • Pamiątki dla kierowców (choinki zapachowe do aut z moimi spersonalizowanymi naklejkami),
  • MP3 Player,
  • 4x karabińczyki,

2. Aplikacje na telefon

Pierwotnie miałem w zamiarze wziąć z sobą tani, wodoodporny, wstrząsoodporny, z długim trybem życia baterii, smartfon made in China…Niestety jak to zwykle bywa cena nie idzie w parze z jakością i coś nie pykło z poprawnym funkcjonowaniem baterii. Telefon nie chciał się ładować, a ja nie miałem czasu na wysyłkę go do Chin w celu reklamacji. Ostatecznie pożyczyłem coś od ojca. Mniejsza, miałem pisać o aplikacjach:

  • Jakiś translator,
  • Aplikacja umożliwiająca połączenie z serwerami z z zagranicy (VPN) (Przydatne w Chinach, gdzie Google i Facebook jest blokowany. Weebo to taki chiński Facebook),
  • Dwie nawigacje, z mapami offline. Jedna to „MapsME”, a druga „Google Maps”,

3. Waluta

Generalnie zamierzam korzystać z karty debetowej/kredytowej. Na drobniejsze wydatki (w miejscach gdzie nie będzie bankomatów) przygotowałem śladowe ilości lokalnej waluty. Trochę chińskich yuanów i rosyjskich rubli. Niestety zakup zagranicą mongolskich tugrików graniczy z niemożliwością, więc biorę ze sobą kilkadziesiąt dolarów, żeby je wymienić w Mongolii. Oczywiście namawiam was, do wcześniejszego zgłoszenia w banku, że będziecie w tej i tej dacie, w tym i tym państwie. Zapobiegnie to blokadzie waszych kart płatniczych.

Doszedłem do wniosku, że nie kupuję żadnego podręcznego laptopa, bo to tylko strata kasy i za dużo to, to waży. Co ciekawsze rzeczy będę zapisywał w zeszycie i ostatecznie na blogu szrajbnę coś po powrocie. Z wyjazdu postaram się codziennie (kiedy będę miał zasięg) udostępniać zdjęcia, wraz z krótkim opisem (Instagram/Facebook). OK, uciekam, bo w poniedziałek o 6.50 mam samolot do Brukseli, a potem Rosja welcome to! 😉 Czuwaj!

PS Standardowo w razie pytań, walcie jak w dym. Będzie mi bardzo miło komuś pomóc.


Pozostałe wpisy dotyczące mojej lipcowej wyprawy do: Rosji, Mongolii i Chin przeczytacie tu:

1. Zarys pomysłu: http://kwieqnahamaq.pl/magiczna-trzydziestka/
2. Przygotowania do wyjazdu:
Część pierwsza:
zakup biletów na Kolej Transsyberyjską: http://kwieqnahamaq.pl/przygotowania-cz-i-jak-kupic-bilety-na-kolej-transsyberyjska/
Część druga:
– poradnik jak uzyskać wizę do Federacji Rosyjskiej: http://kwieqnahamaq.pl/przygotowania-cz-ii-wizy-rosja/
– poradnik jak uzyskać wizę do Chińskiej Republiki Ludowej: http://kwieqnahamaq.pl/przygotowania-cz-ii-wizy-chiny/
– poradnik jak uzyskać wizę do Mongolii: http://kwieqnahamaq.pl/przygotowania-cz-ii-wizy-mongolia/
Część trzecia:
– zawartość plecaka, bilety i reszta spraw : http://kwieqnahamaq.pl/przygotowania-cz-ii-wizy-rosja/


Serdecznie pozdrawiam,

Bartosz Kwiek, Londyn, 07.07.18