Dzień IV – 09.02.18

Dzień IV – 09 .02.18

Siema,

(…)Najedzeni wczorajszym sukcesem, aczkolwiek ciągle łakomi nowych wrażeń energicznie przybiliśmy piątkę nowemu pięknemu porankowi (#BNT)! Nasza ekipa z niebieskiego jeepa udała się przyjrzeć z bliska (no może tylko takiego bliska na jakie pozwalał zdrowy rozsądek i budżetowe podróżowanie) zajmującym aż ok. 11% powierzchni tego państwa – lodowcom.


„Chariots of fire” or Chariots of Santa Claus ;P

DSC_0342

Wzdłuż drogi, która prowadziła w kierunku miasta Selfoss, pojawił się nowy element „scenerii”. Pasące się jakby nigdy nic i nie zwracające uwagi na rzesze turystów robiących im zdjęcia – renifery.

DSC_0343

Ssaki te sprowadzono tu pod koniec XVIII wieku z pobliskiej Norwegii w celu oswojenia i udomowienia. Oporne hodowli (farmerzy wybrali owce, konie i bydło), cytując poetę będące „same sobie sterem, żeglarzem, okrętem” po dziś dzień cieszą się nieograniczoną wolnością pośród islandzkich ziem. Jak nie trudno się domyślić renifery ostatecznie zdziczały. Dosyć trudno je spotkać (ich populacja to tylko około 3000 sztuk i najłatwiej je zlokalizować na wschodzie wyspy) oraz paradoksalnie do okoliczności w jakich je spotkaliśmy są płochliwe (stado nie ratowało się ucieczką, gdyż znajdowaliśmy się w niezbyt bliskiej odległości od nich).


Skaftafellsjökull

Nadmienić trzeba, że podczas dalszej jazdy samochodem po południu Islandii niczym nadzwyczajnym stawał się coraz częstszy widok majestatycznych jęzorów lodowcowych. Najprościej rzecz ujmując są to wąskie (w porównaniu do wielkości lodowca) odcinki, którymi „spływa” w dół topniejący lód tworzący zwykle jakiś zbiornik wodny (np. jezioro, lub rzeka). Domyślam się, że nie jest łatwym zadaniem połapać się w islandzkich nazwach, aczkolwiek niech jakimś przydatnym dla was drogowskazem będzie fakt, że lodowce mają nazwy kończące się na „ökull” 😉

DSC_0345

Na poniższym widnieje właśnie język lodowca Svínafellsjökull, który jest jednym z południowych tworów wywodzących się z największego lodowca na kontynencie europejskim – Vatnajökull. W niektórych miejscach grubość jego czapy* dochodzi do nawet jednego kilometra.

DSC_0488
Nigdy nawet nie zakładałem, że przyjdzie mi podziwiać takie widoki. Ot, jakie to życie jest przewrotne 🙂

*Czapa lodowa (Ice Cap) – najwyższy, centralny punkt, lodowca w kształcie kopuły, z którego na zewnątrz wydostają się jęzory lodowcowe.


Jökulsárlón Diamond Beach

IMG_4301

Z jednej strony ta czarna (kolejna) plaża zbiega się z Oceanem Atlantyckim (od samego jego widoku robiło mi się zimno), a z drugiej natomiast nad małymi kawałkami lodu, którymi była usiana górowały dużo większe (vide lodowiec i jego „cielęta”** ;)) . Lód wyglądał jak diamenty…Czyty, przezroczysty i piękny.

IMG_4292 IMG_4299 DSC_0376Przed samym wyjazdem na Islandię w mojej głowie wykluła się cudowna myśl. Wypić whisky z lodem pochodzącym z lodowca. Oczywiście butelkę z tym alkoholem zawsze woziliśmy ze sobą w bagażniku, więc gdy nadarzyła się okazja (a było ich coraz więcej) nic nie mogło mnie zaskoczyć 🙂 Porozrzucane bryły lodu tak się do mnie uśmiechały, że grzechem byłoby nie wznieść toastu z ich pomocą. Wszystko fajnie, spoko i młodzieżowo, ale zapomniałem o tym, że ten lód nie jest aż tak czysty jak mi się wydawało. Lodowce, z których pochodzi mają miliony lat, co równa się z obecnością całej gamy bakterii i innego tałatajstwa…A zresztą, chromolić to. Jak kraść to miliony, a jak kochać to księżniczki. Przeżyłem, wypiłem i będę miał przynajmniej co wspominać i opowiadać swoim wnukom 🙂

IMG_1053IMG_4296

**Cielenie się lodowca – odłączanie się od niego znacznych części, co jest powodem powstawania gór lodowcowych.


Jökulsárlón Iceberg Lagoon

IMG_0854(1)
Petta er fallegt! – To jest piękne!

Tło plaży stanowi lodowiec – Breiðamerkurjökull górujący nad jeziorem Jökulsárlón. Dryfują na nim kawałki tego giganta, które się od niego oderwały. Ich połączone siły tworzą (nie, nie Kapitana Planetę) – Jökulsárlón Iceberg Lagoon. Ta zapierająca dech w piersi sceneria była tłem wielu filmów (co raczej nie powinno dziwić). Z najbardziej znanych tytułów można tu przywołać: „Tomb Rider”, „Sekretne życie Waltera Mitty”, epizody „Gry o Tron” i dwa filmy z serii o Jamesie Bondzie.

DSC_0361DSC_0362

Jeśli dopiszę wam trochę szczęścia to pomiędzy tymi odłamkami zauważycie łebki pływających fok (ja miałem pecha i zobaczyłem tylko kilka kaczek). W wypadku, gdy nie będzie wam to dane, a pragniecie zobaczyć te ssaki w swoim naturalnym środowisku polecam odwiedzić rejon plaży Ytri-Tunga na wschodzie wyspy. Jest to popularne miejsce gdzie w czerwcu, lipcu i sierpniu można obserwować kolonie pływających, lub wygrzewających się na skałach fok.

IMG_0763(1)
Specjalny znak dla ekipy „Jackassa”. W razie gdyby ktoś nie wpadł na to. Obowiązuję tu całkowity zakaz wpływania.

Fjallsárlón Iceberg Lagoon

DSC_0423
Na miejscu w celu popływania po jeziorze można skorzystać z usług kilku firm oferujących rejs jeziorem.

Drugie jezioro lodowcowe znajduję się w tej samej okolicy, raptem kilka minut dalej. Kawałek trasy prowadzi na południe, pod górkę i po chwili na dole ukazuję się piękny obrazek. Podobna sceneria jak poprzednio. Jezioro, kry, jęzor lodowcowy. Przy zejściu do linii brzegowej (która w zimę nie jest łatwa do zlokalizowania) szczególnie uważajcie na kruchy lód, przed stąpaniem po którym ostrzega sam Roger Waters na albumie „Pink Floyd” – „The Wall” 😉

IMG_0799(1)

DSC_0360DSC_0415

  DSC_0414  DSC_0418

IMG_0801(1)

Po raz pierwszy w życiu przyszło mi zobaczyć lód w najczystszej możliwej postaci – kolorze szafirowym (zabarwienie jest zależne od pęcherzyków powietrza uwięzionych w bryłach). Dokładnie taki jaki za bajtla oglądałem w filmach przyrodniczych z głosem Krystyny Czubówny w tle.

DSC_0412IMG_4312IMG_4313IMG_4315IMG_4320

A propos poruszanie się w okolicach lodowca nie posiadając raków do najbezpieczniejszych nie należy (trzeba to pisać?). Oczywiście superoszczędny Janusz (raczej Bartosz) to zlekceważył, bo nie chciało mu się wydawać pieniędzy na te nakładki na obuwie…Na szczęście poratowała mnie moja towarzyszka niedoli Grażynka, która znalazła jednego raczka na prawego buta. Lepsze to niż nic, przynajmniej się nie zabiłem ;P Koszt pary tych cudów techniki to bagatela 6600 ISK (w tym miejscu, pod lodowcem). Pamiętajcie jednak, że cena ta jest najbardziej zależna od położenia sklepu (raki znalazłem również w sklepie „Netto”, więc szukajcie, a znajdziecie), a w drugiej mierze od modelu tego stelażu. Te z kolcami są dużo droższe, niż te na które składa się seria poskręcanych sprężyn.

IMG_1037
Angielska nazwa raków to „crampons”.

Tym z was , którzy zdecydowali się na tryb podróżowania daleki od budżetowego z całego serca polecam spacer po lodowcu i atrakcję, do której dostęp jedynie jest podczas zimy – eksplorację lodowych jaskiń. Co prawda nie są to tanie rzeczy, aczkolwiek nie sądzę, żeby to były pieniądze wyrzucone w błoto. WARTO!  Bądź co bądź, zawsze na lodowiec można dostać się na tzw. „Jasia”, ale nie polecam ;P Wyobraźcie sobie, że jednym z wielu niebezpieczeństw czyhających na takich „śmiałków” jest wpadnięcie do kilkukilometrowych pionowych szybów. Lokalizacja i wyciągniecie z takiegoż człowieka równa się trafieniu siódemki w totka.

IMG_1054


Hofskirkja

DSC_0432  DSC_0441

Nieopodal (ok. pół godziny jazdy z „laguny”) znajdował się kolejny  punkt naszkicowany w naszym planie. Obiekt sakralny, świątynia katolików – kościół Hofskirkja położony w osadzie (miejsce zbyt małe jak na wioskę) Hof. Czym nas tak przyciągnęło to miejsce, że uznaliśmy je wartym odwiedzenia? Otóż kościółek (bo jest to strasznie mała budowla) wygląda jak jeden z domków hobbitów. Niski dach ma pokryty zieloną murawą, a otacza go cmentarz również w większości zarośnięty trawą i mchem. Świątynia została wybudowana w 1883 roku i do dzisiaj spełnia swoje obowiązki (z tymże opiekę nad nią sprawuję Muzeum Narodowe). Jest ostatnią z ciągle stojących sześciu budowli utrzymanych w takim samym stylu…

DSC_0436DSC_0435DSC_0437


Svínafellsjökull View Point

IMG_0754(1)

Aby tam dojechać należy kierować się „jedynką” i zjechać w niepozorną drogę „Svinafellsjokulsvegur”. Stamtąd do celu, którym jest punkt z miejscem widokowym na lodowiec Svínafellsjökull (jeden z jęzorów czapy lodowca Vatnajökull) prowadzi już tylko wąska ścieżka, którą trzeba pokonać pieszo. Z lewej strony osłonią was skały, z prawej natomiast strome zbocze kończące się jeziorem lodowcowym, wraz z (uchodzącym w nie lodowcem?). Najbezpieczniej jest trzymać się (niezbyt długiego) szlaku i nie zapuszczać się zbyt daleko. Za przestrogę niech posłuży historia dwójki niemieckich studentów, którzy mimo doświadczenia i odpowiedniego przygotowania się do wyprawy zaginęli wyruszając z tego punktu w 2007 roku.

asaafs (1 of 1)

To właśnie na zwiedzanie tego miejsca poprzedniego dnia zabrakło nam dziennego światła ;P Tym razem w pełni przyszło mi odbierać wrażenia: wizualne, smakowe i słuchowe…Jeśli chodzi o otoczenie to chyba wystarczająco pobudziłem waszą wyobraźnię. Pijąc do odczuć smakowych (słowo pijąc nie zostało w tym miejscu użyte przypadkowo)…Jak to się mówi. Rybka lubi pływać. W szczególności w whisky z lodem z lodowca 🙂

DSC_0455

123432 (1 of 1)
Ktoś mi kiedyś powiedział, że w życiu chodzi o to, żeby być trochę niemożliwym 🙂
DSC_0457
Wypada wznieść toast, bo jak to zarapował polski zespół WWO „(…)okoliczności są naprawdę wyjątkowe(…)” – WWO

Ciekawostką są wrażenia akustyczne. Nie powiem, dziwnym doświadczeniem jest słuchanie odgłosu pękającej kry, który towarzyszy napierającemu lodowcowi. Jest to cichy, zupełnie nie podobny do niczego dźwięk. Słyszalny jedynie, gdy nic z zewnątrz go nie zakłóca.

DSC_0452  DSC_0460


Dzień zwieńczyliśmy zakupami i noclegiem w hostelu w okolicach miasta Höfn. Wszystko to opisałem w poprzednim wpisie (DO PRZECZYTANIA TU).

…cdn…

Do z(r)obaczenia w przyszłym tygodniu,

Serdecznie pozdrawiam,

Bartosz Kwiek, 22.03.18, Londyn.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *