Dzień V i VI – 10.02.18 i 11.02.18

Dzień V – 10.02.18

Siema,

(…) Chyba już nie muszę wspominać, że wyjechaliśmy na długo przed wschodem słońca. Idąc tym tropem też zapewne zdążyliście się domyśleć jaką drogą jechaliśmy 😉 Gwoli ścisłości przejechanie „jedynką” całej wyspy, w szaleńczym tempie powinno potrwać jedyne około 13 godzin (1.333 km). Jednak czy ma to sens? Sądzę, że lepiej będzie decydować się  na jazdę po wyspie jej obwodnicą, kiedy dysponujecie dłuższym, przykładowo tygodniowym zapasem czasu. Będziecie mijać tyle pięknych miejsc, że grzechem jest się nie zatrzymać na dłużej i bardziej skupić się na zwiedzaniu Islandii niż na wyścigu z goniącymi terminami…Dla naszej „wycieczki” właśnie nastąpił sądny dzień, kiedy trzeba było zweryfikować upływający czas i przedyskutować dalsze plany. Summa Summarum stanęło na tym, że zrezygnujemy z dalszej jazdy południowym wybrzeżem w stronę zachodu, aby następnie kierując się mniej uczęszczanymi drogami nadal realizować kolejne punkty naszego planu. Zamiast tego wybraliśmy pewną i komfortową jazdę (czas brutalnie zweryfikował te mylne przekonania…) trasą nr 1. Niestety musieliśmy darować sobie częste postoje i trochę przyspieszyć. Gryzie się to z tym co wcześniej pisałem, ale to była jedyna logiczna decyzja. Spowodowane to było nadchodzącym (za trzy dni) odlotem z tego państwa, a dysponując tak małą ilością dni lepiej nie ryzykować, bo przez pogodę może się zdarzyć wszystko… Łopatologicznie rzecz ujmując. Okrążamy wyspę w tym założyliśmy dwa pewne przystanki w jej północnej części. Odwiedzić fiordy i miejsce, w którym była kręcona jedna ze scen filmu „Prometeusz” – najpotężniejszy wodospad na kontynencie europejskim Detifoss.

Prometheus
Źródło: https://i2.wp.com/grapevine.is/wp-content/uploads/Prometheus.jpg?fit=960%2C540&quality=85&ssl=1

Czas najwyższy przejść od teorii do praktyki. Wzmożone opady śniegu i oblodzona jezdnia niestety zmusiły nad do dużo wolniejszej jazdy niż zakładaliśmy. Wg mieszkańców wyspy tak złego stanu pogody, występujący przez dłuższy czas, dzień po dniu nie było już od lat.  Doszło do tego, że wewnętrzne, oraz co poniektóre zewnętrzne loty zostały odwołane… Na szczęście wyrok zależny od mojego powrotu jeszcze nie zapadł.

Udrażniające drogę spychacze kursowały dopiero od późno porannych godzin, więc siłą rzeczy trzeba było jechać przed siebie i postawić wszystko na jedną kartę i w miarę możliwości przewidywać dalszy stan nawierzchni. Po kilkudziesięciu kilometrach jazdy chwilowo mogliśmy odpocząć od tego, gdyż wjechaliśmy do skalnego tunelu 😀 Ciekawy odcinek, szczególnie z tego względu, że ściany tunelu nie były wyłożone żadnymi prefabrykatami tudzież chociażby wygładzone. Po prostu był to przejazd we wnętrzu wydrążonej surowej, litej skały.

IMG_6505

Momentalnie po opuszczeniu tego bezpiecznego schronienia z każdej strony bombardowały nas tony śniegu utrudniające dalszą jazdę i drastycznie ograniczające widoczność (dopiero co świtało). Teraz już wszystko zależało od kierowcy i dalszej pogody. Pogoda zawiodła, kierowca nadal walczył. Niestety niezbyt długo to trwało. Ugrzęźliśmy w śnieżnej zaspie. To była tylko kwestia czasu. Na nic zdały się podkopy (wcześniej kupiłem „jabłuszko” do zjazdu na kilku górkach, które w końcu się przydało do czegoś pożytecznego) i próby odśnieżania, gdyż śnieg zgromadził się pod podwoziem. W ciągu kilku chwil stwardniał i zdążył zamarznąć. Nie byliśmy w stanie go wydobyć.

IMG_4410

Jakby tego było mało opony straciły większość kolców i napęd na cztery koła przestał działać. Niestety nie mięliśmy co liczyć na jakąkolwiek pomoc z zewnątrz, bo prawie nikt obok nas nie przejeżdżał (a jak już ktoś na wyminął to zatrzymanie się i pomoc okazały się dla tych ludzi zbyt skomplikowanymi manewrami). Na szczęście stał się cud i ta dzielna sztuka udała się jednemu z samochodów 😉  Jeden z nich się zatrzymał i swoją pomoc zaoferowała grupka skandynawskich samarytan. Niestety nic nie wskórali… Ale o to kolejny cud! Z nieba zstąpił anioł pod postacią islandzkiego pogotowia ratowniczego ze swoim przygotowanym do walki z każdym możliwym kataklizmem jeepem. Prawdopodobnie nasi poprzedni pomocny po nie zadzwonili (numer alarmowy – 112), albo przyjechało na polecenie centrali, której kamery namierzyły nasz samochód.  W każdym razie pan ratownik podczepił linę z hakiem holowniczym do nieszczęsnej Toyoty i wyciągnął nas z tego bigosu w jaki się wpakowaliśmy. Pomoc drogowa była całkowicie darmowa (norma na Islandii), co miło mnie (przede wszystkim budżet) zaskoczyło. Na odchodne spytał się nas czy sprawdzaliśmy pogodę na trasie. Oczywiście szliśmy w zaparte, że tak. Faktycznie górę wzięło lenistwo i skleroza, ale wstyd było się przyznać ;P

30516014_1810709855635607_7904336109365100544_o30264410_1810709798968946_3365921232280092672_o

Aktualne informacje o stanie pogody i ostrzeżenia dla kierowców znajdziecie na stronie internetowej www.safetravel.is Najbezpieczniej będzie dla was chuchać na zimne i umieścić w tym miejscu swój plan podróży. Szalenie przydatne jest również monitorowanie na bieżąco stanu dróg na wyspie, poprze odczyty z www.road.is

30582258_10204223001211859_8946099638398615552_n
Przed wyjazdem na jakieś odludzie warto pozostawić kartkę z niniejszą informacją za szybą samochodu.
IMG_1004
Jak łatwo się domyśleć kolorem czerwonym oznaczone są drogi nieprzejezdne. Niebieskim, wręcz przeciwnie. Szczegółowa legenda dostępna jest na niniejszej stronie internetowej. PS ten stan jezdni obowiązywał kilka dni wcześniej, żeby nie było 😉

Od teraz stało się normą, że jadąc gdziekolwiek zawsze korzystaliśmy z tej strony internetowej co i wam z całego serca polecam 😉 W końcu lepiej się uczyć na cudzych błędach, niż je samemu popełniać…


Pomimo tego, że jezdnia (stało się normą, że była cała biała i nie przebijał się przez nią kolor nawierzchni) była czasowo przejezdna, zmieć i inne opady śniegu ani myślały ustąpić. Sprzedam wam ciekawostkę, że powierzchnia „jedynki”, po której będziecie się poruszać prawie w całości wyłożona jest asfaltem (fragmenty pokryte są żwirem). Podsumowując – nasza sytuacja nie wyglądała za wesoło,  a czas cytując nijakiego Krzysztofa „Kozaka” Kozę – kurczył się jak góralski sweterek po praniu. W ostatecznym rozrachunku podjęliśmy decyzję o wycofaniu się i obraniu kursu na Reykjavik. Wszystko zależało od stanu dróg, także dalszy plan podróży doprecyzujemy w czasie jazdy.

Poprzeczka została podniesiona o fakt, że wszystkie drogi do stolicy były o krok od zamknięcia. No, ale cóż jaka alternatywa nam pozostała… Jedziemy przed siebie… a ściślej cofamy się powinno być bardziej adekwatnym słowem. Po kilku godzinach jazdy padła kosa na kamień i w okolicy lodowca V zamknięto nam drogę przed samym nosem. Cóż tu robić… Jedyna opcja to cofnąć się (ponownie) i szukać objazdu. Niestety drogę za nami również zamknięto. Trudno to ująć w cenzuralnych słowach. Byliśmy w ciemnej d****.

27750943_1637086073013374_8736867195237278570_n

IMG_4440

Szczęście w nieszczęściu, że przy miejscu gdzie utknęliśmy stał duży CPN, wraz z restauracją. Sądząc po ilości samochodów na parkingu obok, nie byliśmy jedynymi pechowcami. Zawsze to krzepi jeśli ma się świadomość, że nie tylko my mamy złą sytuację – no nie? (#janusz) Kiedy tam dojechaliśmy było około południa. Od ratowników pilnujących zamkniętego przejazdu dowiedziałem się, że droga powinna być otwarta w okolicach północy.

IMG_4441

No to zapowiadało się iście produktywne spędzanie czasu. Streszczając to późnym popołudniem dotarły kolejne wieści. Przejazd będzie drożny dopiero kolejnego dnia około drugiej w nocy. Godzinę później przełożono to na szóstą rano… Trudno w tekście oddać dramatyzm tej sytuacji. Zdążyło się ściemnić. W Internecie sprawdziłem czy w pobliżu leży jakiś hostel. Tak, był. Zaraz przy stacji benzynowej, hotel za około £200 na głowę.

<a href=”http://ifotos.pl/z/qnsnexn/”><img src=”http://s2.ifotos.pl/img/IMG4C1135_qnsnexn.jpg”></a>

Znalazłem też odległy o około kilometr kamping w Parku Narodowym Skaftafell, leżący zaraz przy majestatycznym lodowcu Vatnajökull. Szkopuł w tym, że było to za szlabanem ustawionym przez ratowników. Szczęśliwie udało się ich przekonać do przepuszczenia nas na ten nocleg. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, wszystko było już pozamykane na głucho. Siłą rzeczy czekała nas nocka w furze. Z dwojga złego, przynajmniej poszczycić się mogliśmy noclegiem pod lodowcem 😉


Dzień VI – 11.02.18

Faktycznie godzina szósta okazała się marzeniem ściętej głowy. Camping opuściliśmy w okolicach dziewiątej… Tak, żeby przybliżyć wam kierunek naszej jazdy to mniej, więcej z miasta Vik poruszaliśmy się w stronę stolicy.


Most Skeiðará

most3a
Źródło: http://icelandnews.is/islandia/turystycznie-po-islandii-skeidara-monument

Zaraz przy wjeździe na główną drogę, znajduje się fragment zniszczonego przez góry lodowcowe mostu. Swego czasu był częścią krajowej obwodnicy i przebiegał nad równiną czarnego wulanicznego piachu, poprzecinaną spływającymi z lodowców rwącymi potokami. Trwało to do 1996 roku, kiedy to poddał się potężnym siłom natury.


Pola lawowe Eldhraun

Źródło: https://www.flickr.com/photos/snorri/6093291469 PS Nie ma sensu, żebym po raz kolejny wrzucał zdjęcie mchu i kamieni przykrytych śniegiem. Tutaj przynajmniej zobaczycie jak to miejsce wygląda w pełnej krasie.

Podobnie jak kilka minionych lokacji i ta nie może sobie pozwolić na zaoferowanie cudownych widoków pod płaszczem śniegu ;P Nie ma co pisać elaboratów na ten temat, także krótko i zwięźle. Są to pola lawowe, będące skutkiem największej w historii erupcji wulkanicznej (końcówka XVIII w.). Skutki były odczuwalne w kilku innych europejskich państwach. Przykładowo w Anglii i Francji niebo przybrało barwę sepii i naturalnie słońce zostało przysłonięte na kilka dni. Gdyba się, że mogło to się przyczynić do wybuchu rewolucji francuskiej (Nie, nie zamierzam tu podać jej daty. Chyba łatwiejsza do zapamiętania nie istnieje…Uczcie się!). Eksplozja totalnie zmodyfikowała krajobraz, co prócz niepoliczalnej liczby kamieni w około, spowodowało powstanie kilkuset jaskiń w najbliższej okolicy (a pola obejmują ok. 565 km2). Sprzedam wam ciekawostkę, że podobnie jak lodowce,  lawowe blizny na islandzkiej miedzy zajmują ok. 11 %.


W sumie jeśli chodzi o zwiedzanie na dzisiaj to by było na tyle… Podjechaliśmy do największego z miast południowej Islandii – Selfoss. Zatrzymaliśmy się tam na nocleg w tym samym miejscu co kilka dni wcześniej. Stąd taki wybór, że kierowcy należał się porządny wypoczynek.

IMG_1224
Pogoda była nadal straszna…

Gorąca wanna przy chatce była tu argumentem nie do podważenia. Jeśli chodzi o mnie to zadowoliłby mnie prosty nocleg w samochodzie, ale że nie jestem jakimś komunistycznym dyktatorem i staram się logicznie myśleć przystałem na tą propozycję. Naszemu „Hołkowi” przyda się w końcu należyta regeneracja sił…


…cdn…

Do niedługiego zobaczenia,

Serdecznie pozdrawiam,

Bartosz Kwiek, 11.04.18, Londyn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *