Jak żyć panie premierze? Czyli jak wiązać koniec z końcem w Tajlandii.

Siema,

Wstęp mamy za sobą. Podstawowe info na temat Tajlandii, z czym to się je, jak kupić bilety, jaki system polityczny tam panuję – też. Czas przyszedł to na co tylko w życiu się liczy: hajs, alkohol i kobiety. Faktycznie jest deko inaczej, ale przynajmniej zabrzmiało to śmiesznie. Chyba.

EDIT: Tematyka kobiet jest zbyt obszerna, żeby zmieściła się w tym odcinku. Soon.

EDIT 2: Zapomniałem napisać. Zależy oczywiście w jaki rejon Tajlandii lecicie, ale jeśli jest to turystyczne miejsce – nie przejmujcie się szczepionkami. Po co wydawać niepotrzebnie pieniądze. Co innego gdy będziecie w rejonach gdzie występuję malaria, lub traficie na porę deszczową z dużą ilością latających i przenoszących wszystko co możliwe moskitów. Poproście lekarza o radę, aczkolwiek ja polecam po prostu tabletki przeciw malaryczne. Zażywa to się kilka tygodni przed wyjazdem, w trakcie i kilka tygodni po wyjeździe.

$$$

Anyway. Walutą Królestwa Tajlandii są Bahty. Patrząc na maj i czerwiec 2016 najkorzystniej było zabrać ze sobą funty i zamienić je na miejscu na okoliczne Srebrniki. Patrząc na to przez pryzmat Phuket, Bangkoku i wyspy Pattaya (miast gdzie byłem), kantorów jest naprawdę bezliku i będziecie się o nie dosłownie potykać. Z tego co pamiętam to za 20 GBP kupowałem 1000 THB (Bahtów), wychodziło 2 funty za 100 ichniej waluty. Co można było za to kupić? Ano całkiem dużo. Tajowie mają dużo gorszą sytuację finansową niż europejskie państwa. Niejeden z was spokojnie poczuję się tam jak szejk, którego stać na wszystko.

Alko

Przede wszystkim dlatego nie jest to kraj dla alkoholików 😉 Piwo + Spy (coś ala Breezer) to koszt 100 THB. W godzinach wieczornych w knajpie oczywiście cena piwa wzrasta, ale powyżej 100 na pewno nie skoczy. SPY

Najbardziej znanym miejscowym alkoholem jest tajska whisky. Oczywiście nie omieszkałem jej spróbować. Niestety to nic nadzwyczajnego, aczkolwiek polecam się napić dla samego faktu. Nazywa się – Hong Thong. Zawsze to jakieś exotico.

w

Napój bogów w najtańszych cenach znajdziecie w sieci sklepów otwartych chyba całą dobę „7 Eleven”.

Jedzenie

Co dalej…aha jedzenie.  Ciężko o chleb i mleko, oraz podobnie jak w Chinach – brak wody gazowanej. Czemu? Nie wiem…W knajpce jedzenie znajdziecie spokojnie za minimum 30 bahtów. Szczególnie polecam wam dwa tajskie przysmaki: jeden to Pad Thai (czyli sałatka z pędami bambusa z mięsem, lub krewetkami) i zielone curry. Tajowie mają jobla na punkcie owoców morza. Nie dość, że jest ich strasznie duży wybór to ich ceny w kategoriach filmowych załapały by się na komedię. Cytując Maxa Kolonko, mówiąc z wyraźnym akcentem amerykańskim – „to właśnie tu! W tym miejscu!”, możecie zjeść chociażby ostrygi czy homara nie będąc bogaczem tylko ze zwykłym portfelem przeciętnej grubości. Mała porada odnośnie jedzenia krabów. Nigdy nie zamawiajcie kraba jak jesteście strasznie głodni, ja popełniłem ten błąd. Zanim go ugotują i przyrządzą mija około pół godziny, które będą istną katorgą dla waszego żołądka. Do tego mięsa w nim tyle co kot napłakał…Bym zapomniał, żeby się do niego dostać trzeba rozłupać pancerz nieboraczka, a nie należy to do łatwych czynności kiedy człowiek jest głodny. Oprócz frutti di mare znajdziecie frutti di nature czyli pieczone owady. Karaluchy, świerszcze, skorpiony i czort wie co jeszcze…o tym później…

Odwiedźcie koniecznie jeden z bazarów („market”) i nocnym marketów, gdzie jest cała masa jedzenia przyrządzanego na waszych oczach. Taniocha jak nie wiem i niebo w gębie. Będziecie mieć okazję do zjedzenia taki frykasów jak grillowane: ośmiornice, kałamarnice, rekinie mięso, ryby na patyku i sto tysięcy innych rzeczy. Strony nie starczy, żeby to wymienić. Spróbujcie koniecznie lodów, podawanych w skorupie kokosa 🙂 Za darmo dostaniecie szklankę kokosowej wody ze środka! #janusz_mode_on

DSC_0226 DSC_0223 DSC_0224 DSC_0233

Należy tu wspomnieć o durianie. Do większości z was pewnie dotarła zła sława tego owocu, ale i tak napiszę o co chodzi ;P A co mi tam! Jest to jeden z największych owoców na kuli ziemskiej, wygląda jak ogromne najeżone kolcami jabłka, lub gruszka i jest żółtej barwy.

DSC_0148

Posiada charakterystyczny zapach…padliny 😉 Ze względu na jego intensywność często w środkach komunikacji miejskiej i ho(s)telach panuję zakaz jego wnoszenia. Smak duriana jest również specyficzny. Azjaci się rozpływają jego jedząc, a to zapewne dlatego, że posiadają inne kubki smakowe niż mieszkańcy starego kontynentu. My, Europejczycy („We, the people!” :D) krótko mówiąc mamy po nim odruchy wymiotne. Mało kto wytrzyma więcej kęsów niż jeden, a ze świecą szukać ochotnika, który porwie się na konsumpcję całego owocu.

Coś czego kompletnie nie polecam. Ja tam wlazłem tylko z ciekawości, żeby zobaczyć menu – McDonald. Moim zdaniem szkoda marnować czasu na wizytę w tym miejscu i lepiej zjeść coś lokalnego, ale jak kto woli. Warto nadmienić jedynie, że jak to w każdym państwie w menu znajdują się „dania” specjalne. W tym wypadku były to krewetki w cieście. O, i tyle…

13461213_10206389334588975_1859341257_o

W następnym odcinku przybliżę wam to co tygrysy lubią najbardziej: kobiety, nocne życie i rozrywki na Patongu 🙂 Kiedyś tam napiszę co tam zwiedzić, ale to sprawa marginalna ;P

Cya,

Bartek,

Londyn 06.08.16 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *