Kambodża za dodgea – papierowy tygrys

Siema,

Jak już wcześniej pisałem na Facebooku. Przepraszam, za zwłokę z dodawaniem notatek na bloga, ale cholernie dużą dawkę czasu ukradło mi życie… 😉 Kursy, praca, nauka, sprzątanie, zakupy, prasowanie, pranie, blablabla, zabawa w dorosłe życie jednym słowem. W związku z tym, że chcę opisać kilka ciekawostek, a nie tylko wrzucać kolejne zdjęcia z wyjazdów trochę mi zajęło sklecenie odpowiedniego tekstu. Nie lubię czegoś zaczynać i potem porzucać bez końca.  W efekcie czego uważam za konieczne dokończenie opisu mojego krótkiego pobytu w Azji i jego zwieńczenia, czyli wizyty w Królestwie Tajlandii 😉

Co tam było na tapecie ostatnio? Jakby to powiedział mój randomowy nauczyciel w szkole – widzę las rąk 😀 Kambodża. OK, jedziemy z tematem. Ostatni może i był ciekawy (imho), ale dosyć przygnębiający i mało przyjemny. Postaram się zachować kontrast i zmienić temat z mordów, oraz krwawej historii na coś innego.

DSC_0248

Zatytułowałem ten wpis tak, a nie inaczej dlatego, że miasto, w którym się zatrzymaliśmy – Phnom Penh, czyli stolica państwa to tak na prawdę, jedna wielka ściema. To tylko pozór, a jak dobrze wiedzą Czesi – pozory mylą. Przykłady? W mieście znajdziecie pełno szkół. Nie ma to tamto, same renomowane, znane nazwy, pod patronatem znanych osobistości (był nawet polski akcent w postaci uczelni im. Marii Skłodowskiej-Curie). Słowo klucz – są to szkoły PRYWATNE. Na naukę w stolicy stać tylko niektórych, bogatszych, których akurat w Phnom Penh nie brakuję. No dobra, ale co z resztą ludzi? Policja ściśle przestrzega tego, aby bieda skutecznie została ukrywana przed turystami. Bezdomni, którzy rzucają się w oczy i „ośmieli” pojawić się w centrum miasta, automatycznie są z niego wywożeni i pozostawiani na obrzeżach. Jedną z ich niewielu enklaw w tym stołecznym mieście jest skwer przy rzece Mekong. Miejsce to przyciąga rzesze turystów paradoksalnie to jest siłą przedstawicieli niższej klasy społecznej. Służby porządkowe nie chcą ryzykować wielkim larmo i swoim wizerunkiem, więc nie dopuszczają się do fizycznej interwencji w stosunku do tych osób. Istna potiomkinowska wioska.

DSC_0252

By the way, skorzystanie z przywileju darmowej edukacji (obowiązkowej do końca liceum) w rzeczywistości tyczy się mało kogo.

Jak łatwo się domyśleć nie wygląda to tak kolorowo. Rodzice przed pójściem dzieciaków do szkoły muszą uregulować coś na kształt wpisowego, które już co dla niektórych jest barierą nie do przeskoczenia. Nie są to duże kwoty, ale pamiętajcie o tym, że mówimy o mieszkańcach najbiedniejszego z azjatyckich państw…Przyszli uczniowie podstawówki niestety często, gęsto nie mają odpowiedniej motywacji, żeby uczęszczać do szkoły i kontynuować swoją naukę. „Z pomocą” przychodzą turyści, którzy chętnie dają im pieniądze, kupują pocztówki, breloczki, czy inne podobne bibeloty. Bąbel zarobi na tym pieniądze i już na horyzoncie pojawia się pomysł – „po cholerę mi ta szkoła?”. Jest to stały element świątynnego krajobrazu ruin kompleksu Angkor. Byłem, widziałem, wiem co mówię. Także naprawdę nie kupując nic od biednych dzieci, paradoksalnie im pomagacie…Kolejnym czynnikiem przyczyniającym się do odpuszczenia sobie dalszej edukacji jest brak czasu. Dzieci są zobligowane do pomocy swoim rodzicom w utrzymaniu domostwa i pomocy im podczas prac w polu. Gdzie tu czas na naukę? Błędne koło.

DSC_0278

Przebywając w stolicy, styczność z biedą miałem tylko na przedmieściach. Dzieci proszące o wodę przy polach śmierci, czy też mijane tuk-tukiem osoby sprawiały, że czułem się deko dziwnie i nie fair w stosunku do tego wszystkiego co mnie otacza. Okulary przeciwsłoneczne, hawajka koszula, adasie na nogach, drogi aparat na szyi, piwo w ręku, portfel z dolarami i lokalną walutą – sami rozumiecie. Po prostu miałem na tyle szczęścia, że urodziłem się w odpowiedniej części świata, w odpowiednim momencie. Jak człowiek się głębiej zastanowi to zaczyna rozumieć te naciąganie turystów na każdym kroku (vide zawyżane ceny) i często płaci te i tak absurdalnie niskie kwoty dla lepszego samopoczucia. Gwoli ścisłości, po drodze do pól śmierci, jest strzelnica gdzie często zawożeni są turyści. Ciekawa sprawa, bo można sobie strzelić z bazooki, rzucić granatem, etc. Po prostu bądźcie na to wyczuleni, że kierowca tu-tuka poda wam inne ceny, a na miejscu ceny okażą się o niebo wyższe.

DSC_0513

Podobnie było w innym przypadku kiedy szukałem miejsca gdzie można kupić głupie pająki do jedzenia. Spytałem się kierowcy w/w pojazdu o to, a ten że może mnie tam zawiezc za ekstra oplata…Machnałem na to ręką, poszedłem na najwiekszy bazar w mieście – nazywany rosyjskim i tam już było dosłownie wszystko.

13397052_10206350292452946_1556306761_o

Znalazłem upragnionego pająka, a żeby szczęścia stało się za dość kupiłem jeszcze siateczkę ze świerszczami, a co! Z braku kolejnych planów, wraz z resztą ekipy udaliśmy się do stojącego w pobliżu królewskiego pałacu. Jakoś nie byliśmy na to mega napaleni, a co zabawniejsze okazało się to być jednym z obowiązkowych miejsc do zobaczenia w Phnom Penh! 😀 W sumie dobrze, że tam trafiliśmy, nie żałuję pobytu, a widoki cudowne. Musicie uważać, żeby nie być tam za wcześnie, lub za późno, gdyż wejścia są w godzinach 8-11 i 14-17 My byliśmy za wcześnie, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Przyszedł czas na posiłek 😉

13405356_10206362270272384_411597404_o DSC_0450DSC_0453

Przeżyłem 🙂 Jakbym się zajadał chipsami. Polecam. Popite zimnym piwem – malina! Aha, temperatura jest mega wysoka, więc jeśli chciecie się schłodzić jakimś zimnym napojem wypijcie go natychmiast…za 5 minut będzie już ciepły, a za 10 gorący.

Wejście do pałacu tanie nie jest, aczkolwiek odmówienie sobie wizyty w tym miejscu byłoby totalnym idiotyzmem. Przebywać na jego terenie można tylko i wyłącznie wtedy, kiedy król nie przebywa w swojej posiadłości. Koszt biletu to 25.000 rieli czyli równowartość około 7 dolców. Dla porównania koszt małej coca-coli to około 1500 kambodżańskich pieniążków.

14658219_10202015361102236_962784531_n

Tzw. riel khmerski to nazwa kambodżańskiej waluty (jak już zapewne zdążyliście się domyśleć). W obiegu znajdują się jedynie banknoty o nominałach od kilkuset do maksymalnie 100.000 rieli. Podobnie jak w Wietnamie, monety to rzadkość, która już praktycznie odeszła do lamusa. Kolejną cechą wspólną jest pełnoprawne używanie dolara jako środka płatniczego. Przede wszystkim z uwagi na stosunkowo niedługą przeszłość, krajowa waluta jest dosyć niestabilna i najzwyczajniej w świecie „słaba”.  Mam na myśli to, że Czerwoni Kmerzy, pozbyli się lokalnej waluty niszcząc ją, paląc, puszczając z dymem banki, etc. Etap jej „drugiej młodości” nastąpił dopiero w roku 1978

Tam, tadam! Czas na główny punkt programu czyli siedzibę króla Kambodży – Narodoma Sihamoniego! Warunkiem wejścia na teren pałacu jest równoznaczne z zakryciem nóg. Jeśli nie macie akurat długich spodni, nie ma co płakać – nabędziecie je przy kasach biletowych. Materiał podobny do papieru, ale ma to starczyć tylko na raz 😉 Na przyszłość polecam wam się wyposażyć w długie przewiewne spodnie z odpinanymi nogawkami. Chodzicie w krótkich, a jak sytuacja tego wymaga dopinacie dół. Wejścia do wszystkich świątyń wymagają zasłoniętych nóg, więc na pewno będzie to przydatne rozwiązanie, które pozwoli wam na zaoszczędzenie miejsca w plecaku. Do tego dla ciekawych świata i  odwiedzających buddyjskie świątynie – buty należy też zdjąć, oraz nie w każdym miejscu można robić zdjęcia… 😉

14686075_10202015360982233_246532335_n

Wraz z biletem dostajecie mapkę, żeby się nie zgubić i hulaj dusza, piekła nie ma. Między prawdą, a Bogiem jest to cały kompleks z ogrodami i dziesiątkami budynków o różnych funkcjach, a nie tylko sama siedziba króla. Nie będę się tutaj rozdrabniał w szczegóły na temat każdej budowli i mozaiki w moim zasięgu wzroku – po prostu pokażę wam kilka zdjęć 😉

DSC_0476
Świątynia, o której przeczytacie w każdej broszurce na temat Kambodży. Silver pagoda czyli srebrna pagoda jest najsłynniejszą azjatycką świątynią. Jej podłoga wyłożona jest płytami z czystego srebra. Musicie to zobaczyć!

13441703_10206362270232383_2068961399_o DSC_0413 DSC_0424 DSC_0459 DSC_0464 DSC_0472 DSC_0479 DSC_0492

DSC_0488
Ludzie wypisują swoje życzenia na liściach roślin rosnących w królewskich ogrodach.

Spędziliśmy tam dużo, za krótko. Tyle o ile była to godzina, a i tak nie widzieliśmy wszystkiego. Moim błędem było sprawdzenie na internecie co mnie ominęło…Trochę żałuję, że przeleciałem przez królewskie włości jak burza, ale naprawdę…Miałem dosyć pagód, ich bożków, demonów, stup, etc. Po prostu przesyt. Znam to uczucie z poprzedniej podróży po Chinach…

Jeśli dysponujecie kilkoma wolnymi godzinami polecam również zobaczyć pokaz tradycyjnych kmerskich tańców w Narodowym Muzeum w Phnom Penh (www.cambodianlivingarts.org), oraz posłuchać muzyki, którą bije serce Kambodży.

Cena to 15 zielonych, ale nie pożałujecie. Trip Advisor nie może się mylić 😉 Mnie ominęła ta przyjemność, aczkolwiek porwałem ulotki na pamiątkę ;P

taprum_231427853

Chyba deko mnie poniosło i za bardzo się rozpisałem. Jakieś sugestie, albo uwagi mile widziane. Dobrze by wiedzieć czy ktoś w ogóle czyta moje wypicny…Dla równowagi w kolejnym wpisie bardziej skupie się na fotkach. Trochę dodam tekstu, ale postaram się streścić. Kolejny przystanek Siem Reap i ruiny Angkoru.

PS Jeśli spodobał wam się ten tekst, to podajcie dalej!

Pzdr,

Bartek, 12.10.16, Londyn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *