Projekt Route 66 – z czym to się je?

Siema,

Dawno mnie tu nie było. Blog zaczął zarastać kurzem, w związku z tym to dobry moment aby o sobie przypomnieć na łamach niniejszego ;P Wspominając dodatkowo, że mamy 2017 rok, a ja żadnego nowego wpisu nie opublikowałem od grudnia 2016 jeszcze bardziej mnie motywuję, żeby kopnąć się w dupę i coś szrajbnąć.

OK, polałem trochę wody we wstępniaku, teraz postaram się dla równowagi rzucić kilka konkretów. (Gwoli ścisłości swoje plany przedstawiłem na swoim fanpeagu, ale wpis zginął w czeluściach innych. Aby być w porządku z czytającymi tylko tego bloga i olewającymi Facebooka (są tacy?) piszę właśnie tą notatkę). Czemu milczę i co się ze mną dzieję? Nie, nie chodzi tu o lenistwo czy zmęczenie materiału. Mam gruby plan, który próbuję zrealizować i dopiąć wszystko samemu na ostatni guzik. Potrzebuję do tego tylko: czasu, pieniędzy, spokoju i cierpliwości.

Jak coś jest tajemnicze to spuszcza się kurtynę, a więc ja ją odchylę. Poproszę werble…Jakiś czas temu ubzdurałem sobie, że na swoje trzydzieste urodziny (18 lipca za rok) zrobię coś monumentalnego, tak żeby pojechać po bandzie, zapamiętać to na całe życie i mieć co opowiadać dzieciom i wnukom. W końcu przywilejem młodości jest robienie durnych rzeczy, a dla mnie na to ostatni dzwonek (już któryś z kolei, ale lubię się oszukiwać w tym względzie ;)). Z grubsza sprawę ujmując wymyśliłem sobie trip wypożyczonym kabrioletem Forda Mustanga, słuchając na cały regulator heavy metalu, rocka i country. Przejechać się szlakiem już nieistniejącej od 1985 r. Route 66 od Chicago do Los Angeles i tam spędzić swoje urodziny. Nie ukrywam, że łatwiej by mi się opisało mój pomysł na żywo, bo mam dużo wątków do uporządkowania, ale spróbuję. Specjalnie dla moich czytelników, przeżyjmy to jeszcze raz! (Istotnymi szczegółami dokarmię was w niedalekiej przyszłości.)

Zacznijmy od początku, samych początków. Miesiąc w miesiąc chcę się ubiegać o wizę do USA. Trzy razy mi jej odmówili, ze względu na zbyt małe przywiązanie do Anglii, ale mam nadzieję, że w końcu się poddadzą i mi ją przyznają. Może i to strata pieniędzy, bo kosztuję to 130 GBP, ale trudno. Mam plan i się będę go trzymał. Kolejne spotkanie w ambasadzie USA 20 marca, także trzymajcie kciuki 😀

Kolejny krok to samochód. Furę chcę sobie zabukować w styczniu, lub lutym na maks. 21 dni. Dalszy plan to kupić bilet z Londynu do Chicago na początek lipca 2018 r. . Ugryzienie szczegółów podróży to już temat na inny (następny?) wpis. Teraz nie będę zanudzał i to pominę. Tripa chcę zakończyć w miejscu mety oryginalnej R66 czyli w LA i stamtąd wrócić do Londynu. Oprócz standardowej trasy przez osiem stanów, chcę zaliczyć kilka pobocznych wyskoków do sąsiadujących atrakcji, ale o tym wkrótce.

Wszystko chcę kręcić jakąś dobrą kamerką, maybe GoPro. Przede wszystkim jak najwięcej chcę rozmawiać z miejscowymi. Czy to klientami baru „u Peggy”, którzy codziennie na śniadanie piją tą samą kawę zagryzając jakimiś waflami, Tomem farmerem podczas zwiedzania jego rancza, pogadać z Jimmem barmanem, nakręcić jak palę czy tańczę z Indiańcami, udokumentować to jak piję z Amiszami, a przede wszystkim wypytać się tych wszystkich ludzi o ich codzienne życie. Spisać całą swoją podróż i wywiady w postaci książki. Oczywiście z czasem spróbuję do tego podpiąć jakąś grubszą ideę, typu sponsoring Biedronki i pytanie się Amiszy co sądzą o Polakach, albo coś w ten deseń.

Myślę zmieszczę się w 7k funtów. Zacząłem zbierać od grudnia 2016 ;P

PS

Wszystkich czytelników proszę o jakiekolwiek pomocne sugestie i pragnę nadmienić, że szukam współtowarzysza podróży, który:

  1. Godzi się z wydatkiem powiedzmy ponad 5000 funtów,
  2. Zna język angielski,
  3. Ma prawo jazdy i jeździ od czasu do czasu (potrzebuję kogoś do nawigacji i zmieniania się za kółkiem), jest odpowiedzialny,
  4. Nie ćpa i nie pije na umór,
  5. Godzi się na mój plan podróży,
  6. Mogę się z nim spotkać, albo po prostu dobrze znam,
  7. Lubi podobną muzykę i ma podobny charakter,
  8. Nie będzie się nudził chodząc po muzeach, poznając miejscowych, jedząc swojskie hamburgery i steki po raz setny, obczajając pomniki gigantycznych krzeseł i drwali, rupiecie samochodów, stare znaki drogowe, neony, itp.,
  9. Nie będzie psioczył na spanie w namiocie i samochodzie,
  10. Czerpał przyjemność z obcowania z naturą,
  11. Posiada doświadczenie w podróżowaniu,
  12. Ma powyżej 25 lat;

Przed pochopnymi decyzjami zapoznajcie się ze szczegółami wyprawy, którą planuję (soon it will be avalible). Trip odbędzie się za ponad rok czasu, także nikomu nie jestem w stanie obiecać miejsca w moim Mustangu 😉

Dobranoc,

Ja tu ciągle jestem i pozdrawiam ciule wszystkich Polaków! ;*

Bartek, Londyn, 03.02.17

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *