Tajlandia cz. II – One (few) nights in Bangkok! Temples/Buddhas day… cz. I

Siema, na czym to ja ostatnio? A tia, wraz z moimi kompanami wybraliśmy się na przejażdżkę podniebnym pociągiem – Sky Train i zwiedzanie miasta. Pierwszy punkt okazał się (IMHO) niewypałem (wizyta w Naukowym Centrum Edukacji), więc szukaliśmy dalej czegoś interesującego. Szukając na mapie intrygujących nazw i wyróżniających się obrazków moją uwagę przykuła czerwona chińsko-podobna budowla. Więc jedziem tam!

Btw. Nawet idąc w miasto na totalnym spontanie, bez żadnego planu ciężko nie natknąć się na „topowe” atrakcje Bangkoku. Ja właśnie byłem jednym z takich zbłąkanych wędrowców, szwendających się po stolicy Królestwa Tajlandii jak smród po gaciach 😉

  1. Kilka stacji i kilometrów za nami. Po chwili spaceru, pomiędzy kilkoma ruchliwymi ulicami ukazał nam się pomnik, do którego zmierzaliśmy. Ogromne, wysokie…yyy, coś?

dsc_0682

OK, widzę oczami wyobraźni, że się domagacie wyjaśnień, więc służę pomocą. Ogólnie te tyczki nazywają się Sao Ching Cha, a inaczej „Wielka Huśtawka”. To dziwadło liczy sobie około 300 lat i jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Bangkoku, starającym się o obecność w gremium obiektów światowego dziedzictwa UNESCO. Obiekt ten wiąże się z ciekawą historią. Wg legendy jedno z bramińskich (rodzaj religii) bóstw raz do roku na kilka dni schodzi z nieba by odbyć wizytę na ziemi. W ciągu tego czasu trzeba dbać o jego samopoczucie i czterech ochotników zwykło zabawiać je czyniąc nie lada wyczyny na tych tej konstrukcji . Bez żadnej asekuracji wspinali się oni ku górze próbując strącić worek z pieniędzmi przymocowany do bambusowego kija. Imprezę z czasem zakończono z tytułu dosyć dużej ilości wypadków śmiertelnych. Bożek został smutny. No cóż. Psy szczekają, karawana jedzie dalej jak to mówią.

  • Nic specjalnego, ale zdjęcie zrobić wypada ;P Jak wam się nie spieszy to polecam jeszcze zobaczyć w pobliżu świątynię Wat Suthat. Ja tam nie wpadłem, aczkolwiek internety ją zachwalają także coś musi w tym być. Anyway, huśtawka znajduję się tuż przed nią.
  • Niestety mnie i moich towarzyszy czas deko naglił, więc ruszyliśmy dalej. Pomimo, że budowla, którą odwiedziliśmy do chińskich nie należała coś za nami jednak chodziło związanego z tym państwem. W związku z tym kierunek na chińską dzielnicę, czyli China Town! Wejścia do niej strzeże niniejsza brama.

dsc_0729

Zobaczycie tam sto tysięcy marketów, gdzie kupicie dosłownie wszystko, a także posmakujecie cudownej chińskiej kuchni, tonąc w ostro-słodkich zapachach. W tej części miasta czeka na was również największa buddyjska chińska świątynia Wat Mangkon Kamalawat (obejrzałem, ale nie miałem czasu wejść ;P ), oraz tym razem jej tajska siostra Wat Traimit, inaczej zwana Świątynią Złotego Buddy.

2. Dane mi było zobaczyć w jej wnętrzu największy na świecie jego posąg, pokryty 24 karatowym złotem. Aby nieco zobrazować wam jego ogrom przytoczę kilka statystyk: szerokość 12 stóp, wysokość 15 stóp, waga 5, 5 tony, wartość około 28,5 miliona funtów. Wystarczająco przyciągnąłem waszą uwagę? 😉

dsc_0707 dsc_0701

Prócz złotego posążku, można wykupywać bilety na różne poziomy świątyni. Każdy jest piękny i oryginalny na swój sposób. Im wyżej, tym lepszy widok na panoramę Bangkoku.

dsc_0726
Bonusowo zdjęcie rodziny Kowalskich na tle Wat Traimit i portretu króla Bhumibola.

dsc_0717

Sprzedam wam ciekawostkę. Spragnieni mocnych wrażeń mogą za drobną opłatą zakupić od okolicznych sprzedawców ptaszka w klatce, którego w geście dobrej woli powinno się wypuścić 🙂

dsc_0716
Jaja, jajami, ale tym razem coś naprawdę ważnego. Pamiętajcie, że odwiedzając buddyjskie świątynię trzeba darzyć te miejsca i religię odpowiednim szacunkiem. Luźno tłumacząc to co jest na plakacie: 1. Odpowiednio się ubierać (vide długie spodnie i zakryte ramiona) 2. Nie zachowywać się jak pajac 3. Nie kupować pamiątek z wizerunkiem Buddy 4. Jego symbol musi znajdować się wyżej niż twoja sylwetka, oraz nie może być używany do dekoracji. + NIESTOSOWNYM JEST TATUOWANIE SOBIE BUDDY

Jeśli wystarczająco was zachęciłem do wstąpienia w skromne progi tego miejsca, to bilety kosztują 140 bahtów i otwarte jest od 8 do 17

3. Idziemy, albo jedziemy tuk-tukiem, szczerze to już nie pamiętam do kolejnego świętego miejsca. Jest to tzw. „Temple of Emerald Buddha” – Wat Phra Kaew. Lojalnie powiem, że tu dałem ciała ;P Podniecałem się robiąc zdjęcia jakimś posążkom, a olałem najważniejsze. Nie zobaczyłem szmaragdowego Buddy…wiem, wiem, loser. Tak to jest jak się lata wszędzie bez przewodnika i czas nagli. Wy jednak macie mojego bloga i będziecie mądrzejsi, o! 😉 Faktycznie Budda nie jest ze szmaragdu, tylko przypomina go kolorem i ma z pół metra, nic specjalnego! Nie no żartuję, odwiedźcie to miejsce koniecznie. Jest to najświętsza buddysjka tajska świątynia i tym samym jedno z must see.

dsc_0744

Dla chętnych bilety za 500 bathów, a wejście od 8.30 do 15.30

Na mapce, którą miałem pełno ochów i achów opływało świątynię Wat Arun (Temple of Dawn). Tak zgadliście, kolejny znak rozpoznawczy Bangkoku. Znajdowała się kawałek od nas, w dodatku za drugim brzegiem rzeki Phraya (główna rzeka przepływająca przez to miasto), a czas naglił…No nic, więc bierzemy wodną taksówkę. Nie pamiętam dokładnie ile za to zapłaciliśmy, ale naprawdę śmiesznie mało. Świetna opcja, żeby szybko przemieszczać się wzdłuż rzeki po mieście i do tego zobaczyć je od innej strony niż zwykle. Przed zakupem biletu polecam zorientować się, w którą stronę płyniecie, żeby przypadkiem nie wylądować w zupełnie innym miejscu niż zamierzacie 😉 W każdym razie bilet na łódkę, kupuje się w kasie przy platformie gdzie cumuje nasza limuzyna. Pośród pracowników udzielających porad dotyczących korzystania z taksówki zawsze znajduję się ktoś kto biegle włada językiem angielskim, także nie ma opcji, żeby pozostać w nieświadomości.

13460949_10206421965564729_467836870_o

dsc_0740

W kolejnym wpisie będę nadawał już z kolejnego brzegu rzeki. Chciałem relację z tego dnia pełnego zwiedzania zawrzeć w jednym poście, ale z tego co widzę po ilości zdjęć i tekstu było by to zbyt obszerne. Do zobaczenia zatem w kolejnej notatce. Mały spoiler co będzie kolejnym przystankiem macie na ostatnim zdjęciu 🙂

CDN

Pozdrawiam,

Bartek Kwiek,

21.11.16, Londyn

 

Jedna myśl w temacie “Tajlandia cz. II – One (few) nights in Bangkok! Temples/Buddhas day… cz. I”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *